Bo mi się kubek rozleciał…

…i poszukuję nowego. Znaczy taki kubek nie zwykły, prosty, tylko termiczny. Wraz z rozpoczęciem podyplomowych studiów zobaczyłem, że wszystkie koleżanki z grupy noszą takie właśnie kubki i stwierdziłem, że pomysł dobry – zwłaszcza, że za oknem niepodzielnie króluje Pani Zima. W dodatku nie chce odpuścić, mimo wciąż dłuższego dnia – człowiek wstaje rano, przed szóstą, za oknem zaczyna być już jasno-szaro, a tam minus sześć, siedem, dziesięć :O. I zimno. I jeszcze kalendarz pokazuje bezlitośnie, że sobota, ale zjazd na studiach. I że trzeba wstać, mimo, że można by było leżeć i ruszyć z domu. Och, pamiętam tamten paskudny, wredny dzień.

Było minus dwadzieścia jeden. Była sobota, zjazd na uczelni na ósmą rano. Uzbrojony w termiczny kubek pełen gorącej herbaty, teczkę A4 na notatki oraz kanapki wyruszyłem. Nie chciało mi się. Okazało się, że nie tylko mi – Fabiance też się nie chciało. Nie zapaliła. Półgodzinny spacerek na uczelnię przy minus dwadzieścia jeden pamiętam do dzisiaj. W każdym razie, po przybyciu na miejsce i kilku chwilach na odtajenie przy kaloryferze pomogła herbata z termicznego kubka – niestety już tylko letnia, kubek też nie podołał temperaturze.

No dobra, dość tego wstępu, wracam do tego, co teraz. A teraz jest tak, że kubek wspomniany, bardzo fajny i wyjątkowy (mimo słabego trzymania ciepła…) – bo otrzymany za punkty na jednej z popularnych stacji benzynowych – upadł (dosłownie) i trochę się uszkodził. Więc musiałem się go pozbyć. Ale na szczęście jest takich kubków mnóstwo. W ogóle mam wrażenie, że takie gadżety zrobiły się ostatnio jakoś tak bardzo popularne. Wszędzie można takie kupić. Tylko teraz pytanie, jaki kubek? Na początku myślałem, że może z jakimś napisem, ale potem znalazłem coś… o wiele ładniejszego ;P. Pokazać?

Od jakiegoś czasu nie patrzę już na najpopularniejszy serwis aukcyjny, przynajmniej nie w pierwszej kolejności, tylko szukam różnych sklepów. Tym razem też znalazłem sklep z różnego rodzaju prezentami, gadżetami oraz akcesoriami, sklep, jaki znajdziecie pod adresem bellodecor.com.pl. I na nim znalazłem świetny kubek – OXO Good Grips.

Ładny, nie? Szczególnie, że jego nazwa sugeruje, że nie skończy tak marnie tak, jak mój poprzedni – czyli po prostu nie wyleci z rąk. Cóż, pozostaje „dodać do koszyka” i czekać na przesyłkę ;-).

Zaatakował mnie chłód…


Zaatakował mnie chłód… Nie taki oczywiście chłód ludzkiej obojętności, czy mróz, jaki spowija ludzkie, obojętne serce. Taki zwykły chłód, temperaturowy.


Wyobrażam sobie, że wdarł się we wnętrze naszych czterech ścian od zachodniej strony. Niczym macki mitycznego krakena przepłynął szczelinami, gładko przeskoczył ponad lichą falą kaloryferowego ciepła i opadł na podłogę, by po chwili ruszyć dalej. Rozpanoszył się na dobre, po czym zaczął się nawarstwiać, wciąż poszerzając swój zasięg. W końcu dotknął mnie – i zaatakował. Z zaskoczeniem przyznałem, że przegrałem pierwszą bitwę, po czym skulony, z ramionami pokrytymi gęsią skórką wciągnąłem ukochanego, starego polara. I dołożyłem jeszcze kubek gorącej herbaty. Zrobiło się zdecydowanie mniej zimno.


No tak, chociaż dni coraz dłuższe, coraz wcześniej robi się jasno i coraz później nadchodzi noc, jest jeszcze zimno. Zwłaszcza w naszym mieszkanku, które potrafi, pozostawione same sobie na cały dzień, nieźle się wychłodzić. Ale szukamy rozwiązań. I mamy przynajmniej dwie opcje.


Pierwszą z nich, zdecydowanie mniej wymagającą budżetowo, są okna. A konkretnie – ich wymiana. Nasze mieszkanie na plastikowe okna od samego początku, liczą sobie więc ponad dwadzieścia lat. Po tylu latach to już najwyraźniej czas na wymianę. I tak właśnie zastanawiamy się nad wymiana okien, szukając w wielu miejscach, na wielu stronach, chociażby takich, jak
http://www.cels.pl/
. Taaak, wymiana okien załatwiła by sprawę atakującego chłodu. I pewnie jeszcze dodatkowo poprawiła… cóż, estetykę.


Drugą opcją jest wymiana okien… razem z całym mieszkaniem. Myślimy o tym od jakiegoś czasu. Chociaż tak naprawdę chęć zmiany mieszkania nie wynika bezpośrednio z chłodu. Raczej chodzi o jeszcze jeden pokój. Co najmniej jeszcze jeden. Odkąd Szymon objął we władanie naszą dawną sypialnię, a my przenieśliśmy się do salonu, coraz częściej brakuje nam jednego pomieszczenia więcej. Chyba apetyt rośnie w miarę mieszkania ;-). Tutaj jednak już decyzja nie należy wyłącznie od nas – ktoś musi się zdecydować na coś, byśmy my mogli zdecydować się na coś innego i potem jeszcze coś. Takie domino, które jest ułożone i wstępnie zaplanowane, a my tylko czekamy, aż pojawi się ten palec dobrych okoliczności, który popchnie pierwszy z klocków. Ten pierwszy, bo najważniejszy, od którego zależą następne kroki. Także tego… Czekamy.