Wielkie „Uff!” na koniec dnia

Hmm, no dokładnie, wielkie uff! Jest czterdzieści dwa po dwudziestej, Szymon leży w łóżku, słuchając audiobooka z Brzydkim Kaczątkiem (ulubiona audiobajka Szymka od kilku tygodni chyba już ;-) ), Mama Sz. siedzi na przeciwko a ja klikam sobie pisząc te właśnie słowa. Czwartek dzisiaj, ale tak jakby pierwszy dzień po weekendzie. Jutro piątek i… szaleństwo jakieś dla mnie ;). Nie dość, że jutro nie mam zjazdu na drugich studiach, to jeszcze weekend też wolny od zjazdu na studiach pierwszych. Normalnie sielanka ;). I nawet jakoś przełknę ten fakt, że Szymek w sobotę ma imprezę z zespołu tanecznego, taką pod chmurką, z pokazem śpiewów, tańców i ogólnie atrakcji najróżniejszych. Więc trzymam kciuki za pogodę.

Trzymam również kciuki za pogodę w niedzielę. Raz, że chcę wykorzystać fakt wolnej niedzieli i pojechać do Rodziców gdy tylko odwiozę Mamę Sz. do pracy, dwa, że jak będzie wspomniana ładna pogoda, to pojadę trochę turystycznie trasą mocno naokoło, a trzy, że jak wspomniana pogoda ładna będzie naprawdę ładna, chcę się przebiec po W., taką jedną, leśną ścieżką którą pamiętam sprzed laty chyba kilkunastu. Chyba już coś o tym tutaj wspominałem, więc nie zamierzam się powtarzać. Tak czy inaczej – oby pogoda była!

A Szymek… Szymek dzisiaj miał w szkole wypadek. Solidnie przywalił głową w zawieszoną na ścianie półkę, do tego stopnia, że zdarł skórę, poleciało na szczęście tylko osocze, bo skóra raczej przydarta niż przecięta, ale za to „śliwa” wyrosła. Potężna. Cóż, nie pierwsza i coś mi się wydaje, że mimo wszystko również nie ostatnia. Trzeba przetrwać. Chłopaki bez guzów mają nudne życie, nie ;) ?

Samochód jako prezent na osiemnastkę?

Do tego wpisu zainspirowało mnie to zdjęcie facebookowiej społeczności Wrzucam na luz i zadane pod nim pytanie. I tak się właśnie zastanawiam, czy samochód, to dobry pomysł na prezent dla dziecka, które skończyło już osiemnaście lat? Przecież ta „magiczna” osiemnastka to nie jest żaden „pstryczek” który z nastolatka robi dorosłego mężczyznę. Pod zdjęciem pojawiło się sporo komentarzy, nastawionych zdecydowanie negatywnie, jak i pozytywnie do tego pomysłu. Też tam się wypowiedziałem, ale potem temat „zapuścił korzenie w mojej głowie” i zacząłem myśleć o tym więcej.

Auto na osiemnastkę – tak czy nie?

Chyba rację mają ci, którzy powiedzieli „tak”, jednak jednocześnie dokładając do takiej zgody sporo warunków i zastrzeżeń. W pierwszej kolejności, dlaczego ja osobiście jestem na tak? Bo im szybciej młody kierowca zacznie jeździć dużo i regularnie, tym szybciej zdobędzie doświadczenie i będzie umiał jeździć. Ale właśnie do tego trzeba dużo rozsądku – przede wszystkim ze strony rodziców.

Rozsądek i wychowanie – to podstawa

U młodego kierowcy najważniejszą rolą pełnią rodzice. Instruktor, który uczy fizycznie jeździć, raczej niewiele wiedzy i umiejętności przekaże – przeważnie, zaliczając kilkadziesiąt obowiązkowych jazd i teorii. Powiedzmy sobie szczerze – w naszym kraju nauka jazdy polega na przygotowaniu do zdaniu egzaminu i… nic więcej. To rodzice muszą przekazać wiedzę, doświadczenie i świadomość, że samochód to duża odpowiedzialność za swoje czyny. Dziecko, które tego się nauczy jeżdżąc jeszcze na foteliku będzie to pamiętało. Dzieciak, który jako czternastolatek, będzie widział, że tata jeździ kulturalnie, bezpiecznie i zdroworozsądkowo, tak samo będzie jeździł, gdy sam siądzie za kierownicą.

Jeśli już samochód, to…

Najlepiej sportowy, mocny i szybki. Koniecznie. Każdy z nas na pewno słyszał o wypadku, w którym młody chłopak albo dziewczyna, mający o wiele za mocny samochód i o wiele za krótko prawo jazdy utracili panowanie i doprowadzili do wypadku. Prawda? Dla młodego człowieka, osiemnastolatka samochód – w jego rozumieniu – bardzo często musi być mocny i sportowy, żeby koledzy zazdrościli, żeby się pokazać. Czy jednak się mylę? Chyba jednak po części nie.

…może z pomocą techniki?

Chyba pierwszym, który pojawił się na rynku z taką możliwością – o ile się nie mylę – jest Ford i jego System MyKey. To system, który umożliwia rodzicom zaprogramowanie kluczyka samochodu w taki sposób, by ograniczać różne opcje i możliwości auta – od prędkości, po wyłączenie elektronicznych systemów pomagających kierowcy. To jest świetne rozwiązanie, bo daje kontrolę nad tym, jak młody kierowca prowadzi samochód. Do tego dodałbym jeszcze jakiś GPS, który mógłby pokazać tacie kierowcy, którędy jechał i z jakimi prędkościami – bo nawet „czterdziestka” może być skrajnie niebezpieczna, prawda?

Czy samochód jest w ogóle potrzebny?

Czy samochód jako prezent dla osiemnastolatka jest w ogóle dobrym pomysłem? Cały czas się właśnie nad tym zastanawiam. Młodzi ludzie muszą się przemieszczać, dojeżdżać do szkół, uniwersytetów albo pracy. Czasem wystarczy komunikacja miejska, która zresztą – powiedzmy sobie szczerze – coraz częściej wygrywa za sprawą bus-pasów albo tramwajowych szyn. Czasem jednak wygodniejszy, szybszy, praktyczniejszy dojazd jest właśnie dzięki samochodowi. Wtedy niejako nie ma wyjścia, młody kierowca musi poruszać się własnym samochodem.

Masz samochód – zadbaj o niego

Samochód jako podarek to świetny sposób na to, by nauczyć młodego kierowcę nie tylko odpowiedzialności związanej z byciem kierowcą, ale chociażby finansami. I bynajmniej nie chodzi mi o tak podstawową rzecz, jak paliwo. Samochód wymaga przeglądów, napraw, ubezpieczenia. To świetny sposób na to, by nauczyć młodego kierowcę szacunku do sprzętu – doskonale pamiętam, że po zakupie swojego pierwszego w życiu zestawu opon do pierwszego samochodu nagle jakoś opony przestały popiskiwać przy ruszaniu – coś w tym jest, prawda?

Jak to było u mnie…?

Ha, prawo jazdy zrobiłem oczywiście maksymalnie szybko, kiedy tylko mogłem, tuż po przekroczeniu „magicznej” osiemnastki. Oczywiście, nie było mowy o żadnym samochodzie w ramach prezentu, tylko okazjonalne przejażdżki pod kontrolą ojca. Pierwsza samotna jazda była chyba dopiero w rok po zdobyciu upragnionego dokumentu. Wtedy pewnie byłem zły, wściekły, bo przecież „zdałem egzamin, umiem jeździć”.

Ja bym powiedział (napisał… ;) ) że raczej „umiem prowadzić” a nie „umiem jeździć”. Nikt nie nauczy się jeździć samochodem, w ruchu drogowym, w czasie kilkudziesięciu godzin jazd, w dodatku w trakcie których „L-ka” jako jedyny pojazd jeździ „pięćdziesiątką”.

Teraz, gdy mam za sobą ósmy rok codziennego jeżdżenia trzecim już z kolei samochodem jestem wdzięczny, że mój tata właśnie tak traktował moje początkowe jeżdżenie – wyłącznie pod jego kontrolą przez ponad rok od zdobycia prawa jazdy. I myślę, że tak samo postąpię, gdy Szymon za kilkanaście lat zdobędzie prawo jazdy i zacznie jeździć samochodem*.

*O ile oczywiście nie będziemy wszyscy jeździć samochodami Google’a z autopilotami ;).


Wpis dostępny jest w formie audio w aplikacji Audioblog Lite BETAGoogle Play - aplikacja Audioblog Light BETA