Weekend oddechu przed ciężkim sprintem…

Jest niedziela, a ja sobie siedzę przed komputerem i klikam na komputerze. Tak na luzie. Kompletnie. Robiąc spokojny wdech przed długim i ciężkim tygodniem. Wczorajszy dzień zaplanowany w zasadzie od rana do wieczora minął bardzo szybko. Szymon miał występ w teatrze ze swojego zespołu, występ bardzo udany, zakończony uzyskaniem maksymalnie długiej akredytacji. Było więc intensywnie, ale bardzo… kulturalnie ;). Miło popatrzeć jak takie dzieciaki w wieku od tych… sześciu lat do kilkunastu wywijają na scenie w rytmie folkowej muzyki granej na żywo przez młodzieżową kapelę. Oczywiście, obowiązkowo były również folkowe, kolorowe stroje. Naprawdę pięknie.

A poza tym muszę się pochwalić. Ponieważ był to jeden z moich nielicznych wolnych weekendów (niech żyją studia ;) ) z jakiegoś powodu, gdzieś w głębi siebie, znalazłem w sobie tak dużą moc, by… wstać wczoraj o szóstej trzydzieści rano i pójść pobiegać. W tym szaleństwie była metoda (na przykład taka, że do teraz mam jeszcze zakwasy ;P ). Dzięki temu mogłem uniknąć około południowego skwaru, poza tym znana już, pobliska mi trasa była w zasadzie pusta. Mogłem tylko podpiąć się pod słuchawki i patrząc przed siebie, wyłączyć myślenie. Tylko… muszę zainwestować w sprzęt do biegania – niestety. Przede wszystkim coś lepszego, niż moje obecne sportowe buty, które są po prostu sportowymi butami ogólnego przeznaczenia. I zdarza mi się przy bieganiu poczuć wyraźnie nieraz kamienie czy nawet nierówności ścieżek. Na szczęście jest na to sposób i już znalazłem rozwiązanie – przynajmniej tymczasowe. Tym bardziej, że przecież na rynku jest mnóstwo najróżniejszych wkładek do butów – w tym sportowych. Ja znalazłem takie w sklepie insoles.pl. Znalazłem tam sporo takich wkładek – na chwilę obecną dwadzieścia dwa rodzaje. Do wyboru więc i do koloru – dosłownie z tym drugim ;). Bardzo jestem ciekawy, jak się sprawdzają…

A teraz – korzystając z tego, że za oknem są tylko delikatne chmury, nie wskazujące w najmniejszym stopniu na deszcz, z tego, że delikatnie przebija przez nie słońce, że wreszcie trzeba rozruszać zakwasy – idę pobiegać ;). Bo jutro zaczyna się ciężki sprint – głównie umysłowy, w pracy. Byle do piątku!

Wielkie „Uff!” na koniec dnia

Hmm, no dokładnie, wielkie uff! Jest czterdzieści dwa po dwudziestej, Szymon leży w łóżku, słuchając audiobooka z Brzydkim Kaczątkiem (ulubiona audiobajka Szymka od kilku tygodni chyba już ;-) ), Mama Sz. siedzi na przeciwko a ja klikam sobie pisząc te właśnie słowa. Czwartek dzisiaj, ale tak jakby pierwszy dzień po weekendzie. Jutro piątek i… szaleństwo jakieś dla mnie ;). Nie dość, że jutro nie mam zjazdu na drugich studiach, to jeszcze weekend też wolny od zjazdu na studiach pierwszych. Normalnie sielanka ;). I nawet jakoś przełknę ten fakt, że Szymek w sobotę ma imprezę z zespołu tanecznego, taką pod chmurką, z pokazem śpiewów, tańców i ogólnie atrakcji najróżniejszych. Więc trzymam kciuki za pogodę.

Trzymam również kciuki za pogodę w niedzielę. Raz, że chcę wykorzystać fakt wolnej niedzieli i pojechać do Rodziców gdy tylko odwiozę Mamę Sz. do pracy, dwa, że jak będzie wspomniana ładna pogoda, to pojadę trochę turystycznie trasą mocno naokoło, a trzy, że jak wspomniana pogoda ładna będzie naprawdę ładna, chcę się przebiec po W., taką jedną, leśną ścieżką którą pamiętam sprzed laty chyba kilkunastu. Chyba już coś o tym tutaj wspominałem, więc nie zamierzam się powtarzać. Tak czy inaczej – oby pogoda była!

A Szymek… Szymek dzisiaj miał w szkole wypadek. Solidnie przywalił głową w zawieszoną na ścianie półkę, do tego stopnia, że zdarł skórę, poleciało na szczęście tylko osocze, bo skóra raczej przydarta niż przecięta, ale za to „śliwa” wyrosła. Potężna. Cóż, nie pierwsza i coś mi się wydaje, że mimo wszystko również nie ostatnia. Trzeba przetrwać. Chłopaki bez guzów mają nudne życie, nie ;) ?