Because I’m happy…

No właśnie, happy. Bo jak to mówi najbardziej bosy ze wszystkich Polaków w reklamie swojego programu, „ano weekend jest”. Jest, chociaż za kilka(naście) godzin go nie będzie. Ale tam, wciąż happy. Czyli o czymś nie wiem, bo jak to mówi znane przysłowie, „jeśli wszystko jest dobrze, to znaczy że o czymś nie wiesz”. Ale ja mam na to sposób: nie będę się dowiadywał ;-D. Każdy sposób dobry jest, nie?

Hmm, ale tak po prawdzie to mam kilka powodów do bycia no-happy. Szymon przez ten weekend dał nam do wiwatu. Strasznie był niegrzeczny. W ogóle ostatnio jest jakiś taki… no, cholera, jak jego tata, nerwowy. I złośliwy mocno. I nieposłuszny. I dość narzekania. Ale tak jest. A my staramy się coś z tym zrobić, chociaż mi niestety często puszczają nerwy.

Ale tam… Marzec. Rozliczenie PIT-ów, „trzynastki”… Mama Sz. będzie mogła zmienić sobie telefon, bo jej ponad dwuletni Samsung zaczyna już umierać. Co chwilę się zawiesza, albo chodzi w ogóle bardzo wolno. A ponieważ koniec umowy dopiero niemal za rok, stwierdziła, że kupi coś teraz. Ja mam niemal identyczny termin końca umowy i miałem ambitne plany przeczekania z moim obecnym telefonem i wzięcia czegoś nowego na nową umowę, ale… Dzisiaj odkryłem z tyłu na obudowie mojego telefonu małe pęknięcie-wypalenie nad baterią. Dokładnie w tym miejscu, w którym na baterii jest niewielka rysa i wybrzuszenie. Czyżby to było uszkodzenie? Stwierdziłem, że nie będę już więcej ładował telefonu w nocy… Za duże ryzyko, że coś się może wydarzyć. Chyba, że uda się również i mi zmienić telefon już teraz? Zobaczymy…

A poza tym dzisiaj niedziela. Moja angina, po trzech dniach siedzenia w domu i kuracji antybiotykiem poszła sobie gdzieś tam, daleko, a ja nie wiem, gdzie i chyba nie mam nawet zamiaru się dowiadywać ;-). Niech siedzi tam gdzieś daleko i się nie pokazuje ;-). A ponieważ tak to z nią jest, to ja jestem dzisiaj…

Pierwszy raz na basenie…

No dobrze, nie pierwszy raz. Byliśmy z Szymonem na basenie już kilka razy. Więc dlaczego tytuł brzmi „pierwszy raz”? Ponieważ jest to pierwszy raz z kamerą. A dlaczego właśnie z kamerą?

W dzisiejszych czasach wszyscy (no dobrze, prawie wszyscy ;) ) mamy do dyspozycji smartfony, które zazwyczaj mają „na pokładzie” aparaty cyfrowe, których jeszcze kilka lat temu nie powstydziłyby się całkiem niezłe (i drogie) cyfrowe aparaty fotograficzne. Dzięki temu wszyscy robimy zdjęcia oraz kręcimy filmy – telefonami właśnie. Czy więc w ogóle „zwykłe” kamery cyfrowe mają jeszcze rację bytu? Cóż, takie „zwykłe” pewnie nie tak do końca. Ale…

Ale na szczęście ja na wspomniany wyjazd na basen – zresztą i nie tylko basen – miałem do dyspozycji kamerę zdecydowanie niezwykłą. Przez kilka dni miałem okazję pobawić się kamerą JVC Everio GZ-R15.

Po zapoznaniu się z nią pomyślałem sobie, że to kamera idealna dla rodziców małych dzieci. Dlaczego? Oczywiście, poza doskonałymi cechami technicznymi, którymi nie chcę Was zanudzać, a które bez trudu znajdziecie w Sieci, kamera ta jest wysoce odporna na kurz, brud i wodę. Oraz, co chyba najważniejsze, upadki. Jako rodzic, na to zwykle zwracam uwagę w pierwszej kolejności.

Cóż, Szymon „załatwił” mi dwa poprzednie telefony poprzez zanurzenie ich w… herbacie. Od tego czasu doskonale wie, że mój smartfon jest dla niego niedotykalny ;). I wszelkie zdjęcia i filmy, które mu robiłem, robiłem tak, by nie mógł swoimi ciekawskimi paluszkami dostać się do telefonu.

Ale wspomniana kamera… To jest sprzęt, którego nie bałem się dać Szymkowi. Upadek z wysokości półtora metra na podłogę? Co z tego, skoro film jest nagrywany na karcie SD, bo kamera nie ma dysku twardego wrażliwego na wstrząsy, a obudowa bez trudu to  wytrzyma. A może deszcz? Deszcz kamerze niestraszny, jeżeli może zanurzyć się na pięć metrów do pół godziny czasu. No i brud – więc i w piaskownicy można taką kamerę udostępnić dziecku. Coś pięknego, prawda?

I właśnie coś w tym jest. Tak naprawdę to Szymon bawił się kamerą, zabierając ją ze sobą nawet do kąpieli – a do mrożącego krew w żyłach filmu brakowało tylko małego ludzika z Lego ;). Przy okazji warto zaznaczyć, że przy pełnym zanurzeniu pod wodę ekran dotykowy w kamerze działa bez zarzutu – to również jest duży plus.

A zabawa na basenie? Tutaj tak naprawdę najlepiej zobaczyłem, jak bardzo dobrze sprawdza się taka kamera. Dzięki niej można nagrać zjazd w zjeżdżalni:

Kamera umożliwia też zabawę w „chlapanie się wodą”:

No i oczywiście Szymon też miał okazję pobawić się w małego operatora, nagrywając mnie spod wody:

Czy więc kamera cyfrowa w świecie ”wszystkomających” smartfonów ma w ogóle rację bytu? Myślę, że tak, chociaż zdecydowanie byłbym za tym, by wybierając kamerę dla siebie jako rodzica, większą uwagę zwrócić właśnie na jej wytrzymałość. Jeżeli zastanawiamy się nad zakupem kamery w kontekście nagrywania naszego dziecka – to będzie to bardzo dobry pomysł i warto wybrać taką, którą bez obaw będziemy mogli dać dziecku. Wtedy nie tylko my będziemy mieli nasze dziecko na filmie, ale też nasze dziecko będzie miało nagranych nas. A potem, być może samo powie „o tato, to ja cię nagrałem, jak mnie ochlapałeś na basenie”. Czy to nie będzie fajne?