Czas na ociekające czekoladą truskawki…

Albo na cokolwiek tak naprawdę innego, co będzie ociekało cukrem słodyczą. Czekoladą. Albo jakimkolwiek czymś takim. O matko, jak mi brakuje energii. Chociaż wiem, że akurat słodycze to ta „zła” energia. Tylko co zrobić, jak niby „zła”, a taka „dobra”? Dzisiaj czwartek, a czuję już, że ten tydzień był masakryczny. A jeszcze się nie skończył, nie? I za szybko się nie skończy zresztą.

Zrobiłem sobie teraz krótką przerwę, żeby napisać tutaj coś, pomiędzy pracą przed laptopem. Jutro zaliczające wystąpienie z prezentacją z drugiego kierunku studiów, w sobotę i niedzielę zjazd na pierwszym. I nawet jakoś tak nie cieszy mnie, że na weekend do Mojego Miasta po raz… trzeci już chyba zjechały się foodtracki. Raz, że w zasadzie z Mamą Sz. to chyba wieczorem dopiero będziemy mieli okazję zajrzeć na rynek i popatrzeć, co ciekawego tym razem, dwa, że wraz z foodtrackami zjechała… pogoda. Równią pochyłą w dół, totalnie i na maksa, niczym Indiana Jones w wagoniku zapomnianej kolejki. Do tego stopnia, że nasza Fabianka zaliczyła dzisiaj nie dość, że jazdę w deszczu, to jeszcze nawet w deszczu ze śniegiem. Serio. A przecież już kwiecień, piękna pogoda, ładnie, pięknie i w ogóle tak wiosennie miało być. A tu taki chlust w przednią szybę małych, białych kulek zostawiających po sobie zimną wodę. No masakra jakaś…

I właśnie dlatego tak sobie myślę, że czas na ociekające czekoladą truskawki… Mieliśmy kiedyś zestaw do czekoladowego fonude, ale kiedyś… nie wytrzymał napięcia i puścił, w zmywarce zresztą. Powyciągaliśmy kawałki ceramiki i pożegnaliśmy się z owocami oblanymi czekoladą. A teraz mamy szansę zakosztować znów – po pierwsze za sprawą foodtracków, wśród których będzie właśnie taki serwujący owoce w czekoladzie, a po drugie, za sprawą sklepu bellodecor.com.pl, na którym znalazłem zestaw do czekoladowego fondue bardzo podobny do tego, jak mieliśmy. Właśnie z miejscem na świeczkę pod miseczką na czekoladę oraz widelczykami do nabijania owoców i maczania w roztopionej czekoladzie. Mniam… Muszę przyznać że aż tęskno za taką kaloryczną bombą słodką przekąską.

Tylko jak tu się dać skusić na takie jedzenie, jak się samemu sobie obiecało, że słodycze się rzuca?

No dobra, to ile pączków dzisiaj zjedliście?

Hmm, Tłusty Czwartek. Pączki na śniadanie pierwsze, na drugie też, potem obiad, a na deser pączki. No i kolacja. Pączki?

No to ile dzisiaj zjedliście tych pączków? Ja jednego – w pracy. I taki miałem zamysł sprytny, co by ten Tłusty Czwartek tak tylko symbolicznie przejść…

Ale oczywiście się nie udało. Po pierwsze przez najnowsze odkrycie naukowców, po drugie przez domowe pączki mojej Teściowej.

Cóż, domowe pączki nie mają sobie równych. I do tego jeszcze chrust. Wszystko przepyszne i tłuste. I jak bardzo zdrowe… ;-).

Ale jak to mówi moja szwagierka – od jednego dnia głodówki się nie chudnie to i od jednego dnia objadania się nie przytyje. A poza tym będę się trzymał tego najnowszego odkrycia naukowców. I w zasadzie zacząłem od razu – piszę ten wpis na smartfonie leżąc na kanapie przed telewizorem. Już od godziny, więc zostało mi jeszcze kilkanaście? A może nawet kilkadziesiąt. Wszak jutro też będą pączki. Bo jeden dzień to za krótko!