Czy był już u Was Mikołaj? / Ten złośliwy bezpiecznik…

No i Mikołajki już za nami. Za dwie godziny minie północ i już będzie 7 grudnia. Magia zniknie. Za to będzie kolejna środa. Potem dwa dni i weeke… Nie no, zjazd na studiach. Po raz czwarty pod rząd. Ale na szczęście ostatni – potem dopiero w styczniu. Jak nadejdzie wreszcie wolny weekend, to sobie obiecuję że nic mnie nie wyciągnie z łóżka przed… dziesiątą? Co najmniej. Bo przecież ile tygodni pod rząd człowiek może wstawać codziennie na szóstą, nie ;-) ?


A poza tym święta za pasem. Śnieg spadł. Codziennie trzeba skrobać szyby w samochodzie. Czy ktoś wie, dlaczego każda skrobaczka do szyb po dosłownie kilku użyciach zmienia się w manualny generator kodów paskowych, drapiąc tylko po kilka cienkich kresek z całej swojej szerokości? Albo czy ktoś mi wyjaśni, czemu Szymon uwielbia drapać szyby w samochodzie? Gdybym tylko go wypuścił, byłby gotowy wybrać przed dom i drapać samemu wszystkie szybki… A ja w tym samym czasie wściekam się na zimę, że zimno, że zamarza… I czekam do wiosny. Wiem, przyjdzie. I nie ma co marudzić.


A poza tym padający śnieg na jedną, zasadniczą zaletę. Chociaż nie ukrywam, że w Fabiance naszej nie do końca da się wykorzystać tego, że mamy w Moim Mieście jeden parking, który zimą… cóż, nie jest odśnieżany. I od razu napiszę dla tych, co uważają, że „piłowanie na ręcznym przednionapędówki na parkingu to nie drifting” że… Tak, to nie drifting. Ale wyznaję zasadę, że trzeba wiedzieć, jak się auto zachowuje i wiedzieć, co zrobić, jak tył nam zaczyna przód wyprzedza, albo jak przód przestaje słuchać kierownicy. Tylko jeszcze ten wspomniany bezpiecznik… Bo wiecie, Fabianka ma kilka tych różnych literek, które w założeniu mają ułatwić życie kierowcy. I faktycznie na co dzień ułatwiają. Ale jak się chce na śniegu bokiem pojeździć, to normalnie… ESP przeszkadza. I to strasznie. Pamiętam jak nasz Szczeniaczek poprzedni, który miał „na pokładzie” tylko standardowy ABS latał bokiem na śniegu aż miło ;-). I jak się wkurzę, to wyciągnę bezpiecznik ESP-a i poślizgam się bez elektronicznej smyczy ;-).

Transmiter FM – czy to dobre rozwiązanie?

Gdy kupowaliśmy naszą Fabiankę, niespecjalnie mieliśmy duży wybór, co do konfiguracji wyposażenia – ot, samochód już stał w salonie tak naprawdę od kilku miesięcy, żeby ludzie mogli go sobie oglądać i decydować, czy chcą kupić takie, czy nie. Było więc w nim to, co zdecydował się tam umieścić producent i w zasadzie niewiele mogliśmy zrobić. To „niewiele” tyczyło się klamek oraz lusterek w kolorze nadwozia oraz czujników parkowania. I tyle. A na przykład samochodowe radio było już zamontowane i jego zmienić nie mogliśmy.

Oczywiście, radio było (jest, w zasadzie…) jak najbardziej w porządku. Jest zabudowane w deskę rozdzielczą, więc nie stanowi jakiegoś cennego łupu dla chętnych złodziei, stanowi integralny element całego panelu. Ale ma też ograniczone możliwości, na przykład nie ma wejścia USB ani czytnika kart, a możliwości „podłączeniowe” kończą się na standardowym gnieździe słuchawkowym 3,5mm umiejscowionym obok… ręcznego. Na szczęście odtwarzacz CD radzi sobie nie tylko z płytami audio, ale również z płytami z plikami mp3.

Jest jeszcze jedno rozwiązanie, które zawsze przy kolejnych samochodach chodziło mi po głowie i które prędzej, czy później było realizowane. Chodzi mi o tytułowy transmiter FM. Zarówno w Clio, jak i w Scenicu te urządzenia się sprawdziły i pewnie w Fabiance też. Co to w ogóle jest transmiter? To urządzenie, które jest nadajnikiem FM. W nim wybieramy odpowiednią częstotliwość, najlepiej taką, na której nie nadają żadne „prawdziwe” stacje radiowe, w samochodowym odbiorniku ustawiamy tą samą częstotliwość i po podpięciu pod transmiter np. nośnika USB z plikami mp3 możemy słuchać naszej playlisty.

A ja w dodatku znalazłem naprawdę interesujący model: Transmiter FM F21. Samo urządzenie ma całkiem sporo interesujących opcji, bo poza „standardowym minimum”, jakie powinno się w nim znaleźć, to znaczy odczytywaniem plików MP3 oraz WMA z nośnika USB ma jeszcze np. wyszukiwanie konkretnego pliku wg. jego numeru, oraz szereg ustawień związanych z jakością dźwięku, czy też radzi sobie z odczytywaniem plików „rozsianych” po różnych katalogach. Transmiter ten można znaleźć na stronie
http://importmania.pl/
 i mimo, że kosztuje dość sporo, to jednak wydaje mi się, że warto kupić raz droższy sprzęt i mieć na dłużej, niż co chwilę szukać „chińskich” sprzętów, psujących się częściej niż absolutne minimum, prawda?