Bujaj się!

- Musimy wymyślić coś nowego na nasz balkon – powiedziała Mama Sz.
- Nowe krzesła? – zapytałem, myśląc z uśmiechem o naszych ostatnich wieczornych posiedzeniach pod gwiazdami.
- Nie, raczej hamak.

Hamak… Hmm. Pamiętam że kiedyś w dzieciństwie był hamak. Taki pleciony z białego sznura, z drewnianymi elementami. Się bujało czytając książki. To był dobry czas :-).

A teraz jak sobie tak siedzimy ostatnio niemal wieczór w wieczór na balkonie to myślę, że to dobry pomysł z tym hamakiem. Tym bardziej, że teraz hamaki to już nie są takie tam zwykłe „pleciaki” z białego sznurka tylko o wiele bardziej wymyślne. W dodatku nie trzeba nawet dwóch drzew do przywiązania hamaka (bo skąd ja wezmę dwa drzewa na balkonie…?). Na szczęście hamaków jest w sklepach od groma. I chyba sobie zakupimy jakiegoś hamaka. Tak, żeby sobie posiedzieć i pobujać z książką. Albo z telefonem, który przez słuchawkowy kabel będzie poprawiał ulubioną muzyką nastrój. No bo właściwie to dlaczego nie można by mieć na balkonie hamaku, prawda?

Lato – czas dla samochodu

Hmm… dzisiaj znów patrzyłem z przerażeniem na nasz samochód. Na naszą Fabiankę. Szczególnie na jej przód. Było nie jeździć wieczorem nieco ponad sto dwadzieścia „ekspresówką” ;-). Jeszcze trochę i ilość owadów pokrywających między innymi tablicę rejestracyjną umożliwi mi zignorowanie czegoś takiego jak fotoradar. A tak poważnie – brudne straszliwie. I nie tylko chodzi mi o rozpaćkane na przodzie komary. Jakoś tak nie było czasu na umycie – chociażby tak pobieżnie. A teraz już „to wszystko” tam z przodu przyschło, wyschło, zasymilowało się z autem na amen i bez agresywnej chemii się chyba nie uda. Więc zaplanowałem już pierwszy tydzień lipca jako tydzień poświęcony naszemu samochodowi. Bo czasem trzeba, a w naszym przypadku – zwłaszcza jeśli chodzi o bagażnik – to wręcz należy odgruzować. Ale po kolei.

Po kolei to będzie najpierw komfort ;). Dzisiaj wieczorem wrzucę „na fejsie” zapytanie o polecane miejsce do zadbania o klimatyzację, bo wszakże nasza chłodzi wciąż, ale po trzech latach… na pewno coś paskudnego się tam zdążyło zagnieździć. A jeśli nawet nie, to z pewnością środka ubyło i wydajność spadła. Więc klimatyzacja – no.1. Bo trzeba przynajmniej raz na jakiś czas. Żeby było chłodno, ale i zdrowo – bez bakterii, grzybów czy innych takich paskud.

Potem będzie mycie. Ale generalnie po raz pierwszy w moim życiu jako właściciela samochodu zainteresowałem się tak zwanym myciem detailingowym. Poprzednie dwa pojazdy nasze były używane, w dodatku z niezłym wiekiem, więc takie zabiegi nie miały kompletnie sensu. Renówka kilka razy była myta nawet na myjni automatycznej, tak samo Scenic, więc i lakier pozostawiał na sobie wiele do życzenia. Fabianka od nowości ani razu nie wjechała na automat i nie wjedzie – bo taki sobie postawiłem cel. I póki co udaje mi się to realizować, zwłaszcza od czasu, gdy tak bardzo popularne zrobiły się ręczne myjnie samoobsługowe na monety – w Moim Mieście już są ze cztery jak nie więcej. Więc jest gdzie umyć samochód bezdotykowo. A że ma już swoje latka – bo jakby nie patrząc, w styczniu skończy cztery – pomyślałem, że może warto byłoby odstawić go właśnie na takie głębokie i solidne mycie detailingowe, gdzie zostanie gruntownie odświeżony, wyczyszczony ze wszystkich śladów asfaltu, smoły czy innych takich śmieci, które bezlitośnie wgryzły się w lakier. Do tego przy okazji mycie tapicerki – gdy tylko temperatury na to pozwolą. A powinny według prognoz pozwolić. Bo tapicerka też już ślady ma na sobie straszliwe… Nie tylko po Szymonie zresztą, po nas również. Więc wyprana zostanie.

Po takim głębokim i solidnym samochodowym SPA przyjdzie czas na rzecz w środku. Nasze autko ma pewien zestaw samochodowego audio, chociaż nie powiem, żeby prezentował się jakoś… wybitnie. Ot, kilka głośników z przodu, fabryczne radio wpasowane w rozdzielczą deskę z CD czytającym mp-trójki oraz wejściem AUX w kuriozalnym miejscu (myślę, że po prostu przeanalizowano wszystkie możliwe wejścia i wybrano najmniej wygodne…). No ale właśnie – głośniki z przodu – tylko. Fakt faktem, że jest ich kilka (nie tylko w drzwiach), ale… tylko z przodu, mimo że w tylnych drzwiach znajdują się piękne kratki na system audio. Więc o tym się pomyśli. Na razie się rozglądam za odpowiednim sprzętem, takim chociażby jak na centrumaudio.pl. Głośniczki się znajdą. Zresztą, nie tylko bo oferta jest taka, że można sobie z(a)budować system audio w całym samochodzie ;P. No nie, u mnie to nie przejdzie, akurat nie jestem aż tak wymagający, by po otwarciu bagażnika oczom oglądających ukazywał się widok rodem z NFS U2, gdzie pod koniec kariery bagażnik w 110% co najmniej wypełniony był wyłącznie sprzętem grającym (nie licząc kolorowych światełek). Po prostu wystarczą jakieś dodatkowe głośniki do tylnych drzwi.

A gdy to wszystko już będzie zrobione, to…

drive

Zdjęcie nie jest mojego autorstwa, ale znalazłem je ostatnio zupełnym przypadkiem na którymś ze stockowych portali… I pomyślałem sobie, że świetnie oddaje mój nastrój za kierownicą samochodu… Szczególnie na pustej drodze. Szczególnie nocą. Ech…

Let’s drive :D.