Kura domowa bez ambicji

Jestem kurą domową całkowicie pozbawioną jakichkolwiek ambicji i planów. Całe dnie spędzam w kuchni. Kim jestem?

Mój syn uwielbia żabki. I żaby. Ma mnóstwo tshirtów, przytulanek z żabkami. Nawet w ogródku naszego domu goni żaby. Ja tylko dbam o obiady, kolacje i śniadania. Kim jestem?

Moja córka ma wiele pasji i zainteresowań. I we wszystkich chce być najlepsza i bić rekordy. Umie układać wielkie domki z kart. Ja tylko sprzątam i piorę. Kim jestem?

Mój mąż całe dnie spędza w garażu. Z różnych rowerowych części skręca wiszące konstrukcje. Tworzy sztukę, coś z niczego. Ja tylko czekam na te chwile, kiedy w kuchni otwieram półkę i wyciągam z niej pudełko czekoladek. Wtedy cała moja rodzina zbiera się w kuchni i jesteśmy razem przez kilka chwil. Kim jestem?

Czy już wiecie?

Tak, dobrze rozpoznaliście. Jestem pozbawioną wszelkich ambicji i wyższych celów kurą domową z najnowszej reklamy Toffifee, której jedyne chwile radości to wspólne z rodziną obżeranie się czekoladkami.

Żałosne, prawda? Ale właśnie tak odczytała najnowszą reklamę tychże czekoladek Mama Sz. Ja popatrzyłem na nią zaskoczony, jako że mój umysł jest w trakcie opanowania dość przydatnej sztuki odcinania się od bodźców w czasie przerwy reklamowej, ale sięgnąłem po pilota i dzięki dekoderowi cofnąłem kilka(naście) sekund. I odczytałem reklamę w identyczny sposób – dwójka dzieciaków szaleje, bawi się, realizuje swoje pasje. Ojciec i mąż w jednym składa w garażu jakąś dziwną konstrukcję z kółek i kół zębatych również realizując swoje zainteresowania, a matka… Matka, kobieta, mówiąca „w tle” o swojej rodzinie pokazana jest w kuchni, gdy wyjmuje z półki pudełko czekoladek i częstuje swoich bliskich. I wtedy uśmiechając się, patrzy na swoją rodzinę z dumą i radością. Potem pewnie czekoladki się skończą i wszyscy wrócą do swoich zajęć (to znaczy – matka zostanie w kuchni). No po prostu straszna jest ta „reklama”. Właśnie tak, w cudzysłowiu, bo doprawdy już nie wiem, co ona reklamuje. Taaak, czekoladki. A ja myślałem, że styl życia.

Niestety, mimo licznych prób na dzień dzisiejszy nie odnalazłem tej reklamy w najnowszej wersji, o której piszę, na youtube. Będziecie musieli włączyć telewizor, żeby ją zobaczyć.

No wiem, jest przecież jeszcze firmowa strona Toffifee. Ale niestety na dwóch różnych komputerach i tablecie nie była w stanie się załadować. Więc niestety, jeżeli ktoś chce samemu przekonać się, czy wraz z Mamą Sz. mamy rację, czy też nie, musi niestety włączyć telewizor.