Wow, to już weekend?

O kurcze, faktycznie już sobota. Nie wiem nawet, kiedy uciekł ten cały tydzień. Przy ostatnim wpisie miałem taki dobry nastrój, potem wpadłem w tydzień pracy, obiecywałem sobie, że napiszę coś za chwilę, potem, jutro, później i… zrobił się tydzień. Ale nastrój nadal dopisuje. Może dlatego, że trochę więcej, niż po kilka zdań, napisałem do dwóch opowiadań, jakie wiszą od jakiegoś czasu w moich Google Docs, przy okazji w jednym z nich decydując się wreszcie na to, kto ma być złym, kto dobrym i kto kogo oraz dlaczego ;-). W drugim z kolei też wykrystalizował mi się ogólny plan. Więc mogę zacząć pisać trochę więcej i częściej.

Z drugiej strony… Wciąż gdzieś po głowie kołacze mi się kolejna część „Najgorszego ze wszystkich potworów”, którą kiedyś napisałem ponad do połowy, ale potem zniknęła i teraz wiem, że chociaż mniej-więcej pamiętam, „jak to szło”, to z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że nie odtworzę z pamięci dokładnie tak, jak napisałem w pierwszej wersji i… wiem, że będzie gorzej. Więc niech lepiej nie powstaje w ogóle ;-). Nieważne zresztą. Na razie i tak piszę wyłącznie dla siebie i swojego widzimisię.

Szymon miał wczoraj wieczorem kryzys. Egzystencjalny. I emocjonalny. Chyba trochę z naszej winy, bo w piątki wracamy do domu na osiemnastą – po tanecznych zajęciach. A ponieważ piątek, zgodnie z nazwą, jest piątym dniem tygodnia, po którym następuje sobota – wolna – pozwalamy mu zwykle trochę dłużej posiedzeć przed pójściem spać. Wczoraj jednak chyba przesadziliśmy i gdy doszło do kąpieli, Szymek był o wiele za bardzo zmęczony. Najpierw wmówił sobie, że będzie w dzisiaj niegrzeczny i z tego powodu nie dostanie ani kawałka ciasta przygotowanego przez Mamę Sz., co skończyło się płaczem niemal histerycznym pod prysznicem, a potem, po kąpieli, przy myciu zębów, przypadkiem kopnął mnie w łydkę. I znów wybuchnął płaczem, że nabił mi siniaka (nie przerywając mycia zębów, co wyglądało dość… przepraszam, komicznie :-D ). Na szczęście potem już tylko przyznał, że „sam nie wie, co co opętało”, oraz że płakał, bo było mu smutno. Przeczytaliśmy kolejny rozdział ” Mikołajka” i zasnął. Już na luzie. Także więc – już zawsze przed 20:30 do łóżka!

Jak uspokoić płaczące dziecko – metoda stuprocentowa

„Budzi Cię płacz. Głośny płacz, który jak mówi popularne powiedzenie „zbudziłby umarłego”. Kilkumiesięczny maluch nie jest głodny, pieluszka jest czysta, brzuszek nie boli, tylko po prostu płacze, bez litości przerywając sen – płacz wydaje się być nieuzasadniony i niekończący się. Na szczęście jest sposób, który zawsze działa – metoda doświadczonego pediatry dr Harveya Karpa. Jak to działa?”

Jak uspokoić dziecko - metoda stuprocentowa

No właśnie, każdy rodzic spotkał się chyba z tym problemem – dziecko płacze i płacze, chociaż nie wiadomo, dlaczego – niby wszystko w porządku, a ten płacze i płacze, prawda? Na szczęście w moim najnowszym poradniku przedstawiam metodę, która naprawdę działa. zapraszam!