Czasem aż chce się paść na twarz…

Czasem jest tak, że ma się uczucie, że lada chwila poczujemy pod nosem, gęstą, lepką, ciepłą ciecz, sprawdzimy, cóż to, zobaczymy szkarłatną czerwień i padniemy na twarz z naiwną nadzieją, że nikt nas nie ruszy. Niestety, nie ma tak dobrze, nie ma jak paść na twarz, a nawet jeśli już, to wiemy gdzieś tam w podświadomości, że zaraz przylezie ktoś, kto popatrzy, jak to leżymy w niebycie świadomości, prychnie z sarkazmem, podniesie za jedną rękę i kopnie w 4-litery popychając dalej.

Mniej więcej właśnie z tego powodu nie padłem jeszcze, chociaż kilka razy już mi się chciało. Nagle i niepostrzeżenie od naszej przeprowadzki zrobił się tydzień – bo przecież przeprowadziliśmy się zaczęliśmy przeprowadzkę tydzień temu, w sobotę. W środę (chyba) przeniosłem do małej piwniczki ostatnie sprzęty i… koniec. Zaczęliśmy się ogarniać już tylko „wewnętrznie”, na terenie naszych własnych czterech ścian, większy o jeden pokój. Przekładanie wszystkiego, układanie, niezręczne pytania moje łapiące się pod schemat „Mamo Szymona, a gdzie dałaś/mamy coś_tam?”. Ech. Do tego oczywiście krążenie trzy razy w tygodniu do Mojego Pierwszego Miasta do trzeciej pracy. Wiem, na własne życzenie ;-). Ale kurcze, lubię to.

No i zakupy. Ach, zakupy. Mamy teraz przed sobą mnóstwo zakupów. Zaczynając od tych najbardziej niezwiązanych z mieszkaniem, za to potrzebnych „na wczoraj”, jak drugie auto dla Mamy Sz. (albo dla mnie ;-) ), przez nowe meble do dużego pokoju po elektrykę, czyli oświetlenie i inne tego typu rzeczy.

No właśnie, elektryka. W zasadzie w dużym pokoju mamy całkiem ładne lampy po poprzednich właścicielach, ale w sypialni, w pokoju Szymona czy łazience można byłoby coś wymienić. I tak właśnie planujemy powymieniać sukcesywnie. A ponieważ jestem już od dawna elektroniczno-internetowym niewolnikiem, zdecydowanie wolę zakupy internetowe (no dobra, tak naprawdę chodzi o to, że jak kończę pracę, to zwykle sklepy są już pozamykane ;-) ). W pierwszej kolejności wzięliśmy się jednak za kuchnię i LEDowe światełka, umieszczone nad półkami. Wstępnie mamy wymienione żarówki, ale myślę, że przyszłościowo warto by było wymienić całe oprawki i włożyć na nowo. Na przykład takie, jakie znalazłem na stronie ultra-elektro.pl. Oprawki do wyboru i koloru, a Szymon dodatkowo upatrzył sobie jeszcze niewielkie lampki wtykowe do swojego pokoju. Oczywiście jego szalony pomysł, by zakupić po jednej z każdego rodzaju chyba nie przejdzie, ale na dwie może ewentualnie się zgodzimy. Niech ma przez noc malutkie światełko przy podłodze, co by odstraszało duchy, nie ;) ?

Podaruj mi trochę… światła. Albo nawet całkiem dużo.

Szymon od jakiegoś czasu (no dobra, prawie od miesiąca) zalicza trzecią pozaszkolną aktywność – że tak to nazwę ambitnie tudzież bardziej skomplikowanie. Znaczy, poza zajęciami tanecznymi oraz zajęciami na basenie zaczął chodzić również na lekcje gry na pianinie. Oczywiście, żeby nikt nie pomyślał sobie żadnych głupot, Szymon na te zajęcia chodzi z własnej woli, nie zmuszamy go, dostaje tylko od czasu do czasu małą motywację od nas. I jeżeli rzeczywiście któreś z zajęć mu się znudzą, to po prostu przestanie chodzić. Nic na siłę, bo to tylko jest szkodą dla dziecka.

Inna sprawa, że przez takie dodatkowe kolejne zajęcia Szymon coraz później wraca do domu. No i nie może to nie odbijać się na jego zadaniach domowych. Oczywiście staramy się go przekonać do tego, by robił zadania na świetlicy, ale nie zawsze to wychodzi i często robi zadania w domu, a z racji zajęć późnym popołudniem. A skoro późnym popołudniem - to zaczęliśmy się rozglądać za porządnym oświetleniem na biurko.

Oczywiście, w „internetach” oferta jest naprawdę bogata, ale w sumie naszą uwagę przykuła lampka „biurowa” LED LUXEN LX3030, którą można znaleźć na stronie 
http://importmania.pl/
. Napisałem w cudzysłowie, bo lampka przede wszystkim jest oczywiście biurowa, ale dzięki wbudowanemu akumulatorowi może w zupełności robić nawet za awaryjną latarkę. Ponieważ zwykle używamy w takich „awaryjnych” sytuacjach naszych komórek to chyba będzie to bardzo przydatna opcja. No i jeszcze takie „dodatki” jak giętka konstrukcja umożliwiająca wygodne dostosowanie lampy czy filtr zmiękczający światło chroniący wzrok. Cóż, lampka wydaje się ciekawym produktem i patrząc na jej zalety oraz cenę mam wrażenie, że całkiem nieźle zbliża się to gdzieś do tego rozsądnego środka. Zastanawiam się tylko, jak sprawdzi się ten dotykowy panel sterujący, bo nie mam za dobrych doświadczeń z tego typu rozwiązaniami – ale też były w zdecydowanie tańszych sprzętach ;).

Cóż, zobaczymy, co będzie z tą lampką. Wiadomo, że jakaś musi być i to właśnie nawet nie „jakaś”, tylko konkretna i porządna – bo dobre oświetlenie ma bezpośredni wpływ na wzrok. I łatwo sobie kiepskim światłem oczy po prostu zepsuć. Więc raczej nie będziemy na tym oszczędzać ;).