Zapach książek, antycznych mebli i wspomnień…


Malutki dzwonek zawieszony na samej górze drzwi wydał z siebie cichy, metaliczny dźwięk. Stare, drewniane drzwi z wielką szybą uchyliły się z głośnym skrzypieniem. Wraz z pierwszymi moimi krokami do mojego nosa dotarł tak bardzo charakterystyczny zapach. Zapach książek, antycznych mebli i wspomnień. Po kilku krokach stanąłem na środku pomieszczenia i rozejrzałem się. Gdzieś po prawej stronie była półka z książkami. Wszystkie woluminy były nieco pożółkłe, niektóre o wystrzępionych brzegach, od wielokrotnego przerzucania kartek. Przede mną stała półka z najróżniejszymi płytami i albumami, gdzie każdy na pewno znalazłby muzykę dla siebie. Najciekawsza jednak była półka, a w zasadzie szafa po lewej – pełna najróżniejszych… bibelotów? Czego tam nie było! Małe filiżanki ze spodeczkami, figurki, pudełka, zegary i zegarki. Chciałem podejść do jednego z takich zegarów, pięknie zdobionych, biurowych zegarów, ale nagle tuż za sobą usłyszałem gwałtowny, ostry dźwięk klaksonu. Zaraz, klaksonu…?


Ach, no tak. Przecież siedziałem w samochodzie. Wolno toczyłem się w korku w centrum Mojego Miasta, metr za metrem, gdy w oczy rzuciły mi się drzwi do antykwariatu. Kilka razy rzeczywiście zaglądałem do takich miejsc, raz czy dwa zostawiłem​ tam jedną czy dwie książki. Widziałem też antykwariat, który był, działał i zniknął z dnia na dzień. To chyba znak naszych czasów, że coraz więcej rzeczy kupujemy przez Internet.


Ale tak naprawdę chyba nie ma się co dziwić, prawda? Tak bardzo łatwo jest włączyć komputer, otworzyć przeglądarkę i poszukać w sieci, nie ruszając się z domu. Chociaż by taki internetowy antykwariat jak
http://tezeusz.pl/
. Czy to nie jest wygodne? A no jest: kliknij, wybierz, kup i zapłać. Tylko znika klimat antykwariatu. Ale z drugiej strony, ten sam klimat w jakimś tam stopniu wraca, gdy otwieramy paczkę z zakupionym antykwariatową perełką.


A ja… Cóż, wtedy, gdy z zamyślenia wyrwał mnie klakson, wcisnąłem sprzęgło, zapiąłem „jedynkę” i znów potoczyłem się kilka metrów dalej, zostawiając za sobą drzwi do antykwariatu. Pytanie, czy rzeczywiście tam zajrzę i skonfrontuję moje wyobrażenie z rzeczywistością, czy też popatrzę on-line? Ciężko powiedzieć. Boję się tylko, że na wizyty w takich „prawdziwych” antykwariatach po prostu nie mamy już tyle czasu…

Jeżeli szukasz dla mnie idealnego prezentu, to…

… kup mi e-booka. Albo jeszcze lepiej: prezentową kartę do jakiegoś e-sklepu z e-bookami. I wtedy sam sobie wybiorę coś fajnego. A jeśli koniecznie chcesz Ty dokonać wyboru – sugeruję dział sci-fi, wojenne autobiografie lub dobrą sensację.

Taaak. Dawno tutaj nie zaglądałem (no dobra, zaglądam dość często, tylko nie miałem okazji coś napisać ;-) ). Więc dzisiaj się zmobilizowałem, wyrwałem trochę czasu wieczorem, kiedy to kilka minut temu Portugalia dostała strzała w bramkę i jestem. I klikam po klawiszach.

Koniec roku szkolnego, na palcach (jeszcze…) dwóch rąk odliczam dni do końca, ale też wiem, że to najbardziej gorący okres, kiedy jest najwięcej pracy „niecodziennej”, związanej z szeroko pojętą biurokracją, uzupełnianiem dokumentów, przygotowywaniem raportów i innych takich. Ale jak napisałem – na palcach jednej ręki odliczam.

A zacząłem ten wpis od e-booków, bo… bo myślałem ostatnio dość intensywnie o jakimś czytniku z eInkiem, takim właśnie do czytania e-książek. Poczytałem opinie, poszperałem w Sieci, popytałem w sklepach, pobawiłem się na żywo w kilku marketach czytnikami i… mam w dłoniach. Kupiłem czytnik. Nie będę się na razie rozpisywał na temat sprzętu, bo tylko czytam sobie zebraną przed zakupem biblioteczkę kilku(nastu) elektronicznych książek, testuję i… cóż, zadowolony jestem. Chyba było warto kupić sobie coś takiego. Obiecuję, że jak tylko znajdę jeszcze trochę więcej czasu (czyt.: gdy wspomniane odliczające palce mi się skończą ;-) ) napiszę długą recenzję sprzętu, w jaki się zaopatrzyłem. A na razie musi tylko wystarczyć stwierdzenie, że po prostu mam ;-). I tyle.