Stary a głupi…

Stary a głupi…

Siedzę sobie, patrzę za okno i wkurzam się. Wkurzam się, bom stary a głupi… Ale po kolei.

W ostatni weekend znów poszedłem pobiegać. Wcześnie rano oczywiście, przed siódmą. W sobotę ledwie pół godziny i trzy kilometry, w niedzielę nieco ponad pięćdziesiąt minut czyli siedem kilometrów. Bo wcześniej to miałem ogromną przerwę w bieganiu – w tygodniu, gdy Szymon miał basen, nie byłem w stanie pobiegać. Potem w innych terminach popołudniami też nie i jakoś tak zrobiła się dziura. I został weekend – bo przynajmniej wolny. Więc nie mogłem sobie podarować i trzeba było się ruszyć.

Przy okazji doszedłem do wniosku, że sportowe wkładki do butów o jakich ostatnio pisałem chyba nie będą dobrym rozwiązaniem. Przy ostatnim bieganiu jak trafiłem w pewnym momencie na jakiś mały, złośliwy kamień, to myślałem że nie wrócę do domu… Jednak będę musiał zaopatrzyć się w jakieś buty sportowe. Przynajmniej nie ucierpią stopy i kostki ;-).

A tak w ogóle to i tak sobie daję czas do końca czerwca z tym bieganiem. Bo ten sport jednak obciąża kolana. A w moim przypadku… Cóż, w moim przypadku na to muszę zwrócić większą uwagę. Najwyżej będzie rower, nie?

A czemu w tytule było że stary i głupi? Po tym niedzielnym bieganiu po prostu się przeziębiłem. Zaraz po bieganiu wsiadłem do samochodu, włączyłem klimatyzację i… zmroziło mnie po całości, heh…

Weekend oddechu przed ciężkim sprintem…

Jest niedziela, a ja sobie siedzę przed komputerem i klikam na komputerze. Tak na luzie. Kompletnie. Robiąc spokojny wdech przed długim i ciężkim tygodniem. Wczorajszy dzień zaplanowany w zasadzie od rana do wieczora minął bardzo szybko. Szymon miał występ w teatrze ze swojego zespołu, występ bardzo udany, zakończony uzyskaniem maksymalnie długiej akredytacji. Było więc intensywnie, ale bardzo… kulturalnie ;). Miło popatrzeć jak takie dzieciaki w wieku od tych… sześciu lat do kilkunastu wywijają na scenie w rytmie folkowej muzyki granej na żywo przez młodzieżową kapelę. Oczywiście, obowiązkowo były również folkowe, kolorowe stroje. Naprawdę pięknie.

A poza tym muszę się pochwalić. Ponieważ był to jeden z moich nielicznych wolnych weekendów (niech żyją studia ;) ) z jakiegoś powodu, gdzieś w głębi siebie, znalazłem w sobie tak dużą moc, by… wstać wczoraj o szóstej trzydzieści rano i pójść pobiegać. W tym szaleństwie była metoda (na przykład taka, że do teraz mam jeszcze zakwasy ;P ). Dzięki temu mogłem uniknąć około południowego skwaru, poza tym znana już, pobliska mi trasa była w zasadzie pusta. Mogłem tylko podpiąć się pod słuchawki i patrząc przed siebie, wyłączyć myślenie. Tylko… muszę zainwestować w sprzęt do biegania – niestety. Przede wszystkim coś lepszego, niż moje obecne sportowe buty, które są po prostu sportowymi butami ogólnego przeznaczenia. I zdarza mi się przy bieganiu poczuć wyraźnie nieraz kamienie czy nawet nierówności ścieżek. Na szczęście jest na to sposób i już znalazłem rozwiązanie – przynajmniej tymczasowe. Tym bardziej, że przecież na rynku jest mnóstwo najróżniejszych wkładek do butów – w tym sportowych. Ja znalazłem takie w sklepie insoles.pl. Znalazłem tam sporo takich wkładek – na chwilę obecną dwadzieścia dwa rodzaje. Do wyboru więc i do koloru – dosłownie z tym drugim ;). Bardzo jestem ciekawy, jak się sprawdzają…

A teraz – korzystając z tego, że za oknem są tylko delikatne chmury, nie wskazujące w najmniejszym stopniu na deszcz, z tego, że delikatnie przebija przez nie słońce, że wreszcie trzeba rozruszać zakwasy – idę pobiegać ;). Bo jutro zaczyna się ciężki sprint – głównie umysłowy, w pracy. Byle do piątku!