Godne pożegnanie, czyli oddaj swoje auto na złom…

Pędziłem sobie ostatnio przez Moje Poprzednie Miasto, wybierając się na zakupy do centrum handlowego, gdy w oczy wpadł mi pewien pojazd, na widok którego mocniej zabiło mi serce…

No dobra, kłamię jak z nut. Po pierwsze: wcale nie pędziłem, tylko jechałem ślimaczo-pełzającą prędkością drogą przez centrum, umyślnie wybierając ten, a nie inny kierunek bo… miałem ochotę ujrzeć Renatkę. I wiecie co? Udało się ;-). Mój pierwszy samochód – Renatka, czyli Renault Clio I ph3 w kolorze czerwonym stał sobie w ogrodzie trzeciego właściciela, a ja miałem okazję zobaczyć, jak wygląda. A przynajmniej rzucić okiem. Więc rzuciłem. Ech, znów pojawiła się ta myśl o tym, jak to mogliśmy jeździć takim małym pojazdem. A z drugiej strony – przecież ludzie jeżdżą i mniejszymi. Tym bardziej, że tak naprawdę nasze Clio było w najlepszej chyba z możliwych wersji – 5D. Przestrzeń wewnątrz można było więc wykorzystać maksymalnie. No a poza tym jakiekolwiek by nie było – było tym pierwszym. I chyba przez to zostało zapamiętane tak doskonale, a ja zawsze będę się zastanawiał: „czy jeszcze jeździ?”.

No ale ja nie o tym dzisiaj. Ba, wręcz przeciwnie: nie o początku, a o końcu. Bo chyba każdy z Was zdaje sobie sprawę, prędzej czy później samochód dojeżdża, (dotacza się, czy też zostaje przez pomoc drogową dowleczony ;-) ) do samego końca swojej podróży i… trzeba się go pozbyć. Zawsze oczywiście możemy zapobiegawczo sprzedać pojazd w kolejne ręce nim już kompletnie nie będzie się nadawał do jazdy. Tylko pytanie, czy takie rozwiązanie ma sens? W wielu przypadkach nie. Za „stary”, kilkunastoletni samochód dostaniemy kwotę w wysokości co najwyżej kilku tysięcy złotych (nie piszę tutaj o zyskujących coraz większą wartość youngtimerach ;-) ), a przecież takim pojazdem tak naprawdę jeszcze pojeździmy przez jakiś czas, by wreszcie „wyruszyć w ostateczną podróż ku zachodzącemu słońcu”. To znaczy oddać pojazd na przysłowiowy szrot, albo jeszcze bardziej przysłowiowo „na żyletki”. Czy to dobra decyzja? Cóż, wydaje mi się, że jeżeli w jakimś stopniu jesteśmy kierowcami odpowiedzialnymi, którzy myślą nie tylko o sobie, to tak – zezłomować, zamiast pozwolić jeździć dalej. Niestety po polskich drogach jeździ mnóstwo aut, którymi już od dawna „powinniśmy się golić” – krzywe, zostawiające za sobą trzy ślady, czy wręcz poskładane wprost z dwóch połówek. Hej, na złom z tym złomem ;-) !

Tylko pytanie, gdzie na złom? Wszędzie :D. W Internecie można znaleźć oferty mnóstwa najróżniejszych firm, firemek i zakładów, gdzie możemy zostawić naszego „złomka”. Pytanie, które z nich są godne zaufania i z którymi warto się skontaktować? Na pewno można znaleźć kilka takich. Ja z ciekawości zrobiłem mały riszercz sieciowy i znalazłem firmę, która zajmuje się taką właśnie utylizacją pojazdów. Co ważne – właśnie pojazdów, a nie tylko samochodów. Czyli: motocykle też ;-). Albo autobusy. I ciężarówki. Ooo, czasami jak patrzę na te ostatnie, to sobie myślę, że zwłaszcza one powinny wylądować w centrum naszego kraju. Czemu akurat tam? Bo właśnie w kujawsko-pomorskim znalazłem firmę, która zajmuje się utylizacją „wszystkiego, co ma kółka” – firmę  
http://www.mamauto.pl/
.Szczegółem, który zwrócił moją uwagę, był między innymi film umieszczony na stronie, pokazujący cały teren należący do firmy – ani chybi nakręcony dronem. To jeszcze nowość w reklamie i… cóż, wygląda całkiem fajnie, gdy „z góry” możemy zobaczyć cały plac, na którym czekają na utylizację i rozebranie ustawione w rządkach samochody – zarówno te stare jak i porozbijane w najróżniejszych wypadkach. Ach, no i przyznam się szczerze, że już znalazłem na stronie firmy kilka ciekawych pozycji do naszej Fabianki – ponieważ firma ta zajmuje się również rozkładaniem samochodów na części i ich sprzedaż, a ja planuję kilka zakupów „po gwarancji” – bo wyszukiwarka części na stronie firmy działa bardzo sprawnie, zgodnie ze schematem marka-model i potem kategorie części. Wszystko ze zdjęciami, wyraźnie podaną ceną, możliwością zadania pytania oraz listą pasujących modeli. Hmm, warto zapamiętać i zajrzeć. Ach, no i firma jeszcze tak bardzo wpisuje się w naszą skłonność do lenistwa – jeżeli nasz pojazd nie jest już w stanie poruszać się samodzielnie (wspominałem o tych trzech śladach, nie ;-) ? ), to firma również w cenie przywiezie go do miejsca ostatecznego dokonania żywotu utylizacji. 

I wiecie co? Właśnie przypomina mi się nasza awaria w Szczeniaku, gdy któregoś pięknego dnia padła nam skrzynia biegów. Wtedy też skorzystałem z firmy zajmującej się obrotem używanych części pochodzących z zutylizowanych pojazdów. Więc myślę, że warto mieć gdzieś w zanadrzu, ot tak, na „wszelki wypadek”, adres dobrej firmy, w której zawsze możemy „poszperać” za częściami. Albo wiedzieć, gdzie zostawić naszego złomka. Więc, jednym zdaniem na końcu – trafiłem, poszperałem i polecam.

Because I’m happy…

No właśnie, happy. Bo jak to mówi najbardziej bosy ze wszystkich Polaków w reklamie swojego programu, „ano weekend jest”. Jest, chociaż za kilka(naście) godzin go nie będzie. Ale tam, wciąż happy. Czyli o czymś nie wiem, bo jak to mówi znane przysłowie, „jeśli wszystko jest dobrze, to znaczy że o czymś nie wiesz”. Ale ja mam na to sposób: nie będę się dowiadywał ;-D. Każdy sposób dobry jest, nie?

Hmm, ale tak po prawdzie to mam kilka powodów do bycia no-happy. Szymon przez ten weekend dał nam do wiwatu. Strasznie był niegrzeczny. W ogóle ostatnio jest jakiś taki… no, cholera, jak jego tata, nerwowy. I złośliwy mocno. I nieposłuszny. I dość narzekania. Ale tak jest. A my staramy się coś z tym zrobić, chociaż mi niestety często puszczają nerwy.

Ale tam… Marzec. Rozliczenie PIT-ów, „trzynastki”… Mama Sz. będzie mogła zmienić sobie telefon, bo jej ponad dwuletni Samsung zaczyna już umierać. Co chwilę się zawiesza, albo chodzi w ogóle bardzo wolno. A ponieważ koniec umowy dopiero niemal za rok, stwierdziła, że kupi coś teraz. Ja mam niemal identyczny termin końca umowy i miałem ambitne plany przeczekania z moim obecnym telefonem i wzięcia czegoś nowego na nową umowę, ale… Dzisiaj odkryłem z tyłu na obudowie mojego telefonu małe pęknięcie-wypalenie nad baterią. Dokładnie w tym miejscu, w którym na baterii jest niewielka rysa i wybrzuszenie. Czyżby to było uszkodzenie? Stwierdziłem, że nie będę już więcej ładował telefonu w nocy… Za duże ryzyko, że coś się może wydarzyć. Chyba, że uda się również i mi zmienić telefon już teraz? Zobaczymy…

A poza tym dzisiaj niedziela. Moja angina, po trzech dniach siedzenia w domu i kuracji antybiotykiem poszła sobie gdzieś tam, daleko, a ja nie wiem, gdzie i chyba nie mam nawet zamiaru się dowiadywać ;-). Niech siedzi tam gdzieś daleko i się nie pokazuje ;-). A ponieważ tak to z nią jest, to ja jestem dzisiaj…