Wiosna, wiosna, czy to wreszcie Ty? / Sześciolatki w szkole?

Słońce. Błękit nieba. Ciepło. Nareszcie. Wyglądam sobie przez okno i myślę o tym, jak cudownie będzie wyjść na zewnątrz i zachłysnąć się ciepłym powietrzem.

Gdy kilka godzin później faktycznie wyszedłem z pracy, to aż mnie cofnęło. I skuliłem się, czując jak zimny wiatr przenika mnie do szpiku kości. Chyba minus pięćdziesiąt. Cały czar błękitu i słońca gdzieś zniknął, wyparował, a może po prostu został wywiany?

Nieważne. Tak było wczoraj. A przedwczoraj było nerwowo. Szymon był na badaniu w poradni psychologiczno-pedagogicznej w związku z obowiązkiem szkolnym, jaki już od tego roku miałby go objąć – wszak Szymek kończy końcem sierpnia sześć lat i czas mu iść do szkoły. Na szczęście dla niego i dla nas dostał odroczenie. Jeszcze przez rok będzie chodził do przedszkola i do szkoły pójdzie już jako siedmiolatek. Z naszego punktu widzenia jest to lepsze dla niego. I co ważniejsze, punktu widzenia pani psycholog, która badała Szymka, również.

W ogóle trafiliśmy na bardzo fajną, psycholożkę (czy panią psycholog?), która już po samym wywiadzie z nami uznała, że ma duże przesłanki, by Szymek poszedł do szkoły rok później. Potem, po zbadaniu naszego synka utwierdziła się w tym przekonaniu. I podkreślała, że Szymek jest we wszystkich obszarach i działaniach w normie, a w wielu powyżej – ale jako dziecko pięcio i półletnie. Tym czasem system wymaga od niego bycia sześciolatkiem, który poradzić sobie musi w klasie, gdzie jest wielu starszych kolegów – a gdy popatrzymy na miesiące, to starszych nawet o pół roku i więcej. We wrześniu 2015 do szkół trafią zarówno siedmio- jak i sześciolatki. Siedmiolatek ze stycznia i sześciolatek z grudnia to praktycznie dwa lata różnicy! Dwa lata! W jednej klasie. Czy to nie obłęd?

Zdecydowanie obłęd. Rozumiem, że są dzieciaki, sześciolatki, które nadają się do szkoły, zamiast do przedszkola. To powinna być indywidualna decyzja rodziców, poparta badaniami specjalistów. Widziałem sześciolatki, które radziły sobie o wiele lepiej niż starsi koledzy, widziałem rodziców, którzy po pierwszym semestrze prosili o pomoc, gdyż ich sześciolatek, którego wbrew sugestiom specjalistów wepchnęli do szkoły – teraz „leży” ze wszystkim, nie umiejąc wyrównać do poziomu klasy.

INDYWIDUALIZM. To jest jedyne, rozsądne wyjście. Nie można wszystkich dzieciaków wtłoczyć do jednego worka i potraktować tak samo. Szkoda tylko, że nasza władza właśnie tak nas wszystkich traktuje: jak mrówki mające pieczołowicie zapełniać korytka. A sześciolatki w szkołach, to przecież nic innego, jak tylko mrówki, które zaczną napełniać korytka rok wcześniej i będą robić to rok dłużej, prawda?


Wpis dostępny jest w formie audio w aplikacji Audioblog Lite BETAGoogle Play - aplikacja Audioblog Light BETA

Pojechali kolędnicy autobusem…

Czwartek, 8 stycznia 2015r.
W nowy rok, witajcie ;). Szymon śpi, ja siedzę na rowerku stacjonarnym i kręcąc nogami jednym okiem patrzę na HBO a drugim na trzymanego w dłoni smartfona. Jutro piątek. Ostatni dzień tygodnia i dwudniowy weekend. I cały tydzień pełny pracy.

W sumie, to nawet cieszę się z takiego powrotu do pracy – po takim długim czasie wolnego związanego ze świętami łatwiej było wrócić do pracy: jeden dzień pracy (poniedziałek), potem dzień wolnego (wtorek), następnie trzy dni pracy i znów dwa dni wolnego. Jakoś tak lżej, niż od razu na cały tydzień pracy, prawda?

A Szymon… Szymon po Świętach zyskał kilka nowych talentów. Jeden z nich miał okazję zaprezentować wczoraj, gdy wracaliśmy autobusem do domu. Myślę, że inni pasażerowie mieli niezły ubaw, słysząc kolędy śpiewane przez pięcioletniego malucha ;). Ale muszę też przyznać, że Szymonowi całkiem nieźle idzie śpiewanie. I tańczenie. Chyba odziedziczył chyba muzyczne zdolności po mamie – na szczęście, bo moje zdolności związane w jakikolwiek sposób z muzyką ograniczają się do słuchania – tylko i wyłącznie.

Piątek, 9 stycznia 2015r.
No tak, znów piszę na raty, jak to kiedyś ;). Ach, no właśnie, dzisiaj piątek (piąteczek, piątunio, piątuś… ;) ). No ale nic, byle do popołudnia ;). Tym bardziej, że dzisiaj właśnie Szymek idzie znów potańczyć (zapisaliśmy go jakiś czas temu – ha, we wrześniu :D ) za zajęcia taneczne i całkiem nieźle sobie radzi, zarówno z tańczeniem, jak i ze śpiewaniem). Niech się rozwija.

A my ostatnio zastanawialiśmy się nad naszą Fabką. Szymon jest coraz większy, w czasie jazdy pojawiły się nam głosy z tyłu, że jest ciasno… No bo jest – nie ma się co oszukiwać. Raz, że Fabia mniejsza od naszego poprzedniego Sceniaczka, dwa, że Szymon coraz większy. A jeszcze musi jeździć w foteliku, podczas gdy podkładka pod 4-litery dawno rozwiązała by problem, ale… ale no właśnie, na to trochę Szymek za mały jeszcze. I tak musimy się męczyć. No dobrze, nie narzekam, wiedzieliśmy, na co się piszemy – na nowy samochód, chociaż mniejszy. I myślę, że jednak zalety wynikające z nowości i braku poprzednich właścicieli przewyższają ewentualne braki w centymetrach tu i ówdzie (zwłaszcza, że nauczyłem się już, jak unikać zderzania się łokciami w czasie jazdy ;P ).

Ale, ale, ja tu piszę o zaletach wynikających z nowości, podczas gdy w najbliższy poniedziałek nasza Fabia będzie miała… wizytę w salonie ASO. I to, co gorsza, nawet nie wynikającą z obowiązkowych przeglądów, czy coś, tylko związaną z podejrzeniem (niestety) awarii – w czasie jazdy nasze autko samodzielnie spływa na prawą stronę. Bez drżenia kierownicy, z wyważonymi kołami, z idealnie ustawioną zbieżnością. A auto po puszczeniu kierownicy samo zjeżdża na prawą stronę i koniec. Mam nadzieję, że usterka, jaką by nie była, będzie podlegała gwarancji. I nie uderzy mocno po kieszeni. Ale dość marudzenia, klikam „opublikuj” i czas do pracy ;).


Wpis dostępny jest w formie audio w aplikacji Audioblog Lite BETAGoogle Play - aplikacja Audioblog Light BETA