Zamiast domówki wizyta z nowiecką…

No tak, pewnie jeszcze przez jakiś czas będę trochę… nie wiem, sentymentalny? Hmm, w końcu trzydziestka piątka to nie byle co. Połowa drogi przed wersją cztery-zero i tak dalej ;). Poza tym też uświadomiłem sobie że nadeszły nam pewne zmiany, jakie idą zgodnie z czasem. Pewnie każdy z nas przez takie zmiany, czy też etapy przechodził.

Najpierw były podstawowe – dosłownie – domówki. Pierwsze chyba były w siódmej czy tam ósmej klasie podstawówki. Taka tam impreza klasowa, gdzie większość z klasy spotykała się u jednego z kolegów czy koleżanek by posłuchać muzyki, potańczyć, pobawić się.

Potem było liceum, z którego w sumie nie pamiętam za dużo tego typu imprez – jakiś grill u kumpla, nie całą klasą, ale samą pojedynczą paczką, liczącą – z osobami towarzyszącymi niektórych – może z dziesięć osób. Było zabawnie.

Studia, z racji moich dojazdów, to w ogóle upłynęły mi pod znakiem nieustającej imprezy podróży pociągiem. Tam i z powrotem. Cały czas wspominam z pewnym rozczuleniem mój powrót któregoś roku ze studenckich, corocznych imprez. Ostatni autobus z Mojego Studenckiego Miasta miałem o 21:30, ale nie bezpośredni, tylko gdzieś w zupełnie innym kierunku, przejeżdżający przez miasto, w którym łapałem autobus do Mojego Docelowego Miasta, ale pośpieszny, jadący prosto na dworzec. Potem z dworca musiałem jeszcze złapać nocną linię do domu i jakieś czterdzieści minut na piechotę do domu – wróciłem na 01:45 ;P. Tja, wyjeżdżając z miejsca imprezy, która się właśnie ledwo co rozkręcała, o 21:30, wróciłem na za piętnaście drugą – głównie przez oczekiwanie na poszczególne, kolejne transporty. Żeby pokonać w lini prostej jakieś… trzydzieści kilometrów. Trzeba było sobie rower zabrać ;-).

Cóż, poza takimi niefortunnymi imprezami były jeszcze jakieś tam spotkania, typu sylwester, jakieś tam weekendy, wizyty typu „może wpadniecie”. I potem się zaczęło ;P.

Znaczy, zaczęły, śluby, hehe. Nagle jakoś tak wyszło, że zaczęliśmy sobie na śluby chodzić znajomych, o. I po rodzinie też. Teraz we wrześniu mamy właśnie w zasadzie przedostatni ślub „na liście”. I potem już… wszystkie. Wszyscy nasi znajomi będą już „zaobrączkowani” (albo nawet już po kolejnym etapie, ale to temat na inny wpis…).

No i teraz właśnie całkiem niedawno urodziło się nam – „nam”, bo właśnie po rodzinie. Dziewczynka. I już myślimy o kolejnej „nowieckowej” wizycie. Tja, to już ten etap chyba – etap odwiedzania znajomych „dzieciatych”. No i oczywiście z prezentami dla małego boboasa (albo raczej dla jego rodziców ;P ). Na szczęście już co nieco mam na oku. Całkiem ciekawą ofertę można znaleźć na stronie babydeco.eu - zwłaszcza, że gdyby ktoś się uparł, zakupi tam naprawdę wszystko. Od mebli, przez zabawki, ubranka, gadżety do auta, wózki, gadżety do wózków… Właśnie. Gadżety do wózków. Oj, sam pamiętam, ile nam pomogła w „wózkowym” czasie porządna torba do dziecięcego wózka. Szczególnie taka, wiecie… obronna. Bo co lepiej obroni wózek jak nie potężny nosorożec ;-) ?

A na poważnie – tak, czy inaczej, nie możemy się doczekać. I chętnie z nowiecką pojedziemy. A Wy co byście kupili?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>