Dokładnie osiem lat temu…

… siedziałem pochylony nad klawiaturą komputera i napisałem trzy zdania. Chociaż być może klikałem na komórce. Napisałem wtedy całe trzy zdania.

Czekając na…

…Szymona oczywiście, bo i na kogo? Szymon – Łobuz siedzi sobie jeszcze u Mamusi bo wie cwaniaczek, że nigdy nigdzie nie będzie mu tak dobrze, jak tam. Cóż, czekamy.

Historia

To był początek. Mój trzeci bodajże blog, drugi o mnie, chociaż pierwszy anonimowy. Dzisiaj ta moja anonimowość przez tak wiele różnych, ważnych i wielkich dla mnie sukcesów, trochę się zmniejszyła. Chociaż oczywiście Tata Szymona Blogujący, taki z kolorowych, zielono-czerwonych literek (na Boga, nie mam pojęcia, czemu akurat tak?) pozostał do dzisiaj. To było bardzo dawno temu. Narodziny mojego bloga i kilka dni później narodziny Szymona. Oba wydarzenia dla mnie mające ogromne znaczenie. To pierwsze pokazało swoją moc i wartość nie od razu, ale po kolei odkrywało rąbki radości, sekrety przyjemności tworzenia, nagradzało pierwszymi komentarzami, poleceniami, kolejnymi cyferkami odwiedzin. To drugie wydarzenie zmieniło moje życie całkowicie… Nie muszę chyba o tym pisać, zresztą ten wpis, dzisiaj, teraz, nie jest temu poświęcony, skoro tak naprawdę CAŁY blog powstał dzięki i dla tego drugiego wydarzenia. Podkreślałem już wiele razy tutaj, jak bardzo zmienia się WSZYSTKO, gdy rodzi się dziecko.

Dzisiaj będzie o blogu. O tym moim pisaniu na telefonach (chyba ze czterech już po drodze…), o symbianowych active notes na nokiach, o wpisach na smartfonach, które potem dostawały już mobilny tag. Więc właśnie tak… pisałem sobie tutaj. Opisałem przede wszystkim cud narodzin, (który był dwudziestoczterogodzinnym maratonem na pełnych  obrotach…) i potem wszystkie nasze malutkie kroczki na drodze do bycia rodzicami. Wzloty i upadki, czy też raczej – blaski i cienie bycia rodzicem, by w końcu poddać się, zdać sobie sprawę ze swojej bezsiły i wymięknąć (na szczęście tylko chwilowo).

Ale wracając do mojego bloga… On pisał się dalej. Aż do ostatniego października 2010-ego roku, gdy przyszedł kryzys. I to nie mały, bo trwający aż do czerwca 2011 z małą, styczniową przerwą. I potem było już (w miarę) regularnie aż do dzisiaj. Regularnie, bo zdecydowanie mniej parentingowo, a zdecydowanie bardziej zwyczajnie. Blog rodzicielski stał się w jakimś stopniu pamiętnikiem.

Sukcesy

No właśnie, sukcesy. Coś, co napędza. Coś, co sprawia, że chce się pisać dalej, że ma się energię. Na początku były to oczywiście ilości odwiedzin i komentarze. Od tych samych osób i nowych. Gdy patrzę wstecz, na te pierwsze słowa Czytelników, widzę, jak wiele blogów zniknęło, zostało zapomnianych i wiszą z ostatnimi notkami sprzed dekady lub w ogóle „404: Strony nie znaleziono”. Wiele z nich jest. To wszystko jest takie płynne. Ale po komentarzach przyszły pierwsze, inne sukcesy. Sukcesy, które napędzały mnie znacznie, znacznie mocniej.

Pierwszym moim wpisem, jaki został dostrzeżony, przez który mogłem powiedzieć: „O! Jestem na głównej!” był mój apel do motocyklistów. Link do wpisu wraz z grafiką pojawił się na głównej stronie portalu Onet.pl, w sekcji „Blogi”. Potem pojawił się mój pierwszy wywiad, którego udzieliłem dla portalu Dzidziusiowo.pl, dzięki któremu zacząłem stale współpracować z tym portalem, pisząc dla niego liczne felietony i poradniki przez długi czas.

Kolejnym sukcesem, który zasługuje na osobny akapit jest umieszczenie mojego bloga w Loży Kultowej, liście (liczącej aktualnie 99 pozycji) stale polecanych blogów. To był dla mnie kolejny zastrzyk energii i powód do dumy. W międzyczasie moje kolejne wpisy pojawiały się jako pozycje promowane na stronie głównej Onet.pl oraz Blog.pl.

W grudniu 2013r. w jakimś małym, drobnym ułamku spełniło się moje małe marzenie – publikacja na czymś bardziej trwałym od internetowej strony. I tak nawiązałem współpracę z organizatorami akcji Macierzyństwo bez lukru, dzięki czemu w trzecim tomie e-booka pojawił się mój felieton. W jakimś więc stopniu byłem współautorem e-książki. Power!

No i… chyba ten największy jak dotąd power, taki przez duże „P” i wielkie, ryczące „R”. To był kolejny wywiad. Ale nie na kolejny parentingowy portal, stronę czy do e-booka. Spotkałem się osobiście z Brygidą Frosztęgą – Kmiecik – reporterką i reżyserką filmów dokumentalnych związaną z TVP Katowice. Wraz z Szymonem i Mamą Sz. udzieliliśmy telewizyjnego wywiadu z okazji Dnia Ojca – 23 czerwca 2014r. To było coś! Zobaczyć siebie samego w telewizji! Wielki, ogromny, sukces. Radość przeogromna. Wtedy też raz na zawsze, oficjalnie i zdecydowanie pozbyłem się anonimowości Taty Szymona, pokazując swój wizerunek. Oj, długo nad tym myślałem, długo. Ale myślę, że było warto.

A potem był jeszcze większy smutek, żal i pustka dokładnie cztery miesiące później, po Jej tragicznej śmierci… Chociaż spotkałem się z Brygidą Frosztęgą – Kmiecik tylko raz, w ciągu tego jednego dnia przy nagrywaniu wywiadu, to jednak… Nie dało jej się nie polubić od razu. Może to banalne, wytarte i wykorzystywane zbyt często w Internecie, ale… [*].

Myślę, że wystarczy tych sukcesów. Gdzieś „po drodze” był jeszcze jeden felieton w e-booku, kilka wpisów które zostały umieszczone na promowanych pozycjach.

Cyferki

No właśnie, cyferki. Na sam koniec troszkę cyferek. Ot tak, żeby całkiem już Was zanudzić ;-). Ale obiecuję, będzie już szybko.

Przez cały okres istnienia bloga popełniłem tutaj 823 wpisy. Pod tymi wpisami znalazło się w sumie aż 4617 komentarzy. Zdecydowanym rekordem pod względem ilości odsłon (obłędna liczba 236531 odsłon) oraz komentarzy (85 komentarzy) był wpis dotyczący pracy policjantów z drogówki. Na drugim miejscu (42656 odsłon i 78 komentarzy) znalazł się wpis o tym, jak ponura jest nasza starość. Trzecie miejsce (14822 odsłon i 63 komentarzy) zajął wpis, który zawdzięczam mojemu Szymonowi.

I myślę, że to byłoby na tyle. Kolejny rok pisania za mną, za kilka dni z Szymonem pokroimy urodzinowy tort, odbierzemy prezenty i będziemy nadal żyli ze świadomością, że znów mamy jeden rok więcej (to znaczy ja będę). Ech, te wspomnienia…

Jedna myśl nt. „Dokładnie osiem lat temu…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>