Bądźmy czujni, bo co innego nam pozostaje?

Telefon obudził mnie o piątej trzydzieści. Zazwyczaj mam problemy ze wstawaniem, ale dzisiaj – o dziwo – zerwałem się z łóżka wyjątkowo sprawnie. W dwadzieścia minut byłem gotowy.

Osiedlowy sklepik jest czynny od dzisiaj rano, ale wiem, że kilka minut przed szóstą już jest otwarty. Pięć minut przed otwarciem byłem więc w środku. Wymieniłem kilka zdań ze sprzedawczynią, ale nie doczekałem się na transport świeżego pieczywa, przyjeżdżajacy jak zawsze około szóstej. Po kilku chwilach heheszków o pogodzie kupiłem tylko czerwoną puszkę gazowanego napoju i wyszedłem przed sklep. Minutę później nadjechał bus. Duży. Chyba w największej wersji. Aż zachciało mi się wyć do księżyca, przecież jestem samotnym wilkiem. Ale tylko uśmiechnąłem się, gdy kierowca wysiadł, zostawiając silnik na chodzie i przesunął z rozmachem duże, boczne drzwi. Wziął na obie ręce trzy, może cztery plastikowe pojemniki ze słodkimi bułeczkami i ruszył do drzwi. Podziękował, gdy mu je otworzyłem, nie dostrzegł błysku w moich oczach. Poczekałem, aż wejdzie do środka i zamknąłem za nim drzwi. A zaraz potem kratę, która je chroniła. Zablokowałem ją nawet własną kłódką. A potem zamknąłem boczne drzwi busa, wskoczyłem za kierownicę i pognałem ku niewielkiemu dworcowi autobusowemu, na spotkanie ludzi dojeżdżających do pracy, szkoły. Hura, gińcie niewierni krzyżowcy!

Ten dzisiejszy wpis – który tak naprawdę miałem napisać już kilka dni temu – miał być o czymś zupełnie innym. O tym, że już powoli koniec wakacji, że dla mnie będzie to znaczyło powrót do pracy (właściwie, jak pójdzie dobrze, to do trzech…), że przejeżdżając obok meblowego sklepu śmiejemy się z Mamą Sz., bo odwiedziliśmy ostatnio chyba wszystkie „meblówki” w okolicy bliższej i dalszej i że mamy już wybrany kolor – biały. A teraz jeszcze decyzja co do marki, serii i konkretnych kształtów.

Ale jak widać, jest o czymś innym. O czymś bardzo szczególnie innym. O nowej broni, którą jesteśmy atakowani. Broni, którą (niemal) każdy z nas ma, codziennie widuje w setkach czy nawet tysiącach egzemplarzy, budzi się słysząc jej ruch i zasypia przy niej.

Pistolet? Nie… Trzeba go „gdzieś” dostać – nielegalnie zazwyczaj. A potem schować i przenieść. Mieć do niego amunicję. Umieć go obsługiwać i liczyć, że się nie zatnie w najmniej odpowiednim momencie.

Ładunek wybuchowy? Trzeba skądś go mieć. Umieć wyprodukować w domowych warunkach, mieć więcej niż podstawową wiedzę o… chemii? Fizyce? Nie wiem, bo nie umiem, kojarzę tylko słowo saletra, a i to nie mając pewności, czy kojarzę dobrze.

Samochód? O tak. Do tego wystarczy posiadać prawo jazdy. Albo po prostu umieć jeździć. Nie siedziałem „za kółkiem” niczego więcej niż trzech różnych osobówek, a jednak śmiem twierdzić, że z takim busem pewnie bym sobie poradził. Gaz, hamulec, sprzęgło i biegi, ewentualnie gdy mamy dostęp tylko do manuala i już.

Przeraża mnie to, w jak prosty sposób można zdobyć i użyć tej broni. Ot, zatrzymał się kurier z busem, poszedł po paczkę do dostarczenia i – jeżeli miał szczęście – obudził się w szpitalu, gdzie usłyszał że jego pojazd rozjechał iluś tam ludzi.

Najgorsze dla mnie jest chyba to poczucie bezradności, niemożności zatrzymania. Od chwili, gdy pojawia się myśl „co ten kretyn robi?” przez „chyba coś jest nie tak” aż po świadomość że „on specjalnie rozjeżdża ludzi!”.

A potem oglądamy w tv ujęcia rannych, policjantów, karetki i tej właśnie broni – czasem leżącej na boku, czasem z podziurawioną policyjnymi kulami przednią szybą. I myślimy że tak, że to straszne, ale że to „gdzieś tam, daleko, że nie dotyczy mojego kraju”. Wiem, że istnieją dowcipy z serii, jak to terroryści ze wschodu chcieli „u nas” zrobić zamach, ale najpierw na lotnisku zaginął ich bagaż, potem skradziono ich samochód, a na końcu zostali pobici z powodu „obcego” wyglądu…

Wiem, że to się wtedy tak łatwo mówi czy pisze, co bym zrobił, co bym pomyślał, jak bym zareagował… Tylko właśnie – to wszystko to chyba tylko tak się prosto i łatwo pisze i tak zdroworozsądkowo nikt nie chciałby być w takiej sytuacji.

Chyba jedyne, co możemy zrobić, to po prostu być czujnymi. Rozglądajmy się. Dosłownie i w przenośni. Bo poza czujnością co innego nam pozostaje?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>