Rezerwacje zrobione, odliczamy do wyjazdu!

No… Ostatni poniedziałek był u nas bardzo… produktywny. Szymon został odstawiony do szkoły na półkolonie, Mama Sz. została w domu, więc mogliśmy zasiąść ze smartfonami w dłoniach, książkowym poradnikiem na kolanach, laptopem na biurku i zaczęliśmy szperać, kombinować, szukać i… znaleźliśmy. A potem już tylko rezerwowanie, kupowanie biletów wstępu i… mamy.

Oczywiście, Mazury nam w tym roku odpadły, tak, jak podejrzewałem. Ale tak naprawdę nie ma tego złego, co by nam na dobre nie wyszło, więc znaleźliśmy inne miejsca. Najpierw kopalnia soli w Wieliczce – to akurat jednodniowy wypad, z wizytą w aquaparku pod Krakowem (już widzę, jak wstajemy o piątej nad rano i wyjeżdżamy, by być na miejscu o 9-tej…). A potem, już w sierpniu, wyjeżdżamy do Ogrodzieńca – i to będzie z noclegiem (już dzisiaj obiecuję Wam długą fotorelację).

A Mazury? Mam na nie plan. Po postu… nie uwzględnię ich w planach. I wtedy na złość pewnie akurat wpadną. Więc plan na przyszły rok przedstawia się jeszcze bardziej „północnie” – Bałtyk. Kiedyś już byliśmy nad polskim morzem, Fabianką, wtedy całą trasę w obie strony pokonała Mama Sz. i zatrzymaliśmy się w Ostrowie, uroczej miejscowości tuż obok Karwii. Jednak jasne, że nie chcielibyśmy bazować w tym samym miejscu dwa razy. Więc też już znalazłem miejsce. Postanowiliśmy na Sianożęty, niedaleko Ustroni Morskich. Dlaczego akurat tam?

Bo znalazłem całkiem fajne miejsce jako bazę. Hotel Bursztynowe Wzgórze, reklamowany jako miejsce dla rodziny. I na zdjęciach tak wygląda, zresztą – zobaczcie sami: bursztynowewzgorze.info. Myślę, że w przyszłym roku pojedziemy tam. Znów w inne miejsce, nad polskim morzem. I jestem pewny, że gdy tak sobie zaplanujemy takie wakacje, to jednak nie wypali i pojedziemy na Mazury. Idę o zakład ;).