Wstając z łóżka rano usłyszałem podejrzany trzask…

Na szczęście nie był to (jeszcze…) mój kręgosłup. Było to łóżko. A konkretnie: kanapa w naszym salonie, na której śpimy. Mimo, że nie ma znów tak wiele lat (chyba że cztery…) to jakoś tak się rozklekotała. I znów wspominam nasz poprzedni komplet wypoczynkowy, który był po prostu niezniszczalny, mimo codziennego składania i rozkładania. Bo przecież miejsce do spania jest ważne. Zdawaliście sobie z tego sprawę?

Wiadomo, łóżko to miejsce w którym spędzamy przynajmniej ćwierć doby. Jeżeli nie więcej… Łóżko musi wygodne. I materac. Też jest ważny – o ile nawet nie ważniejszy… O ile jest w ogóle miejsce na nie… U nas niestety póki co nie ma. Jest rozkładany zestaw. Ale na szczęście poza trzaskaniem i skrzypieniem się sprawdza. Zresztą… Jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli to za jakiś czas może będzie miejsce na normalne łóżko, wraz z dodatkowym pokojem. A skoro będzie dodatkowy pokój, to musimy też mieć dodatkowe meble.

Złapałem się ostatnio na myśli, że dobrze ponad trzy czwarte zakupów (jak nie więcej) robimy przez Internet. Dlaczego nie spróbować zakupu mebli również przez Internet? Wiele sklepów na swoje online’owe wersje, skoro sklepów jest tylko w Internecie. My trafiliśmy przypadkiem na sklep
http://kdcmeble.com/
. Sklep ma w ofercie nie tylko meble do sypialni, chociaż my na razie skoncentrowaliśmy się na tym dziale. Kilka ciekawych produktów tam można znaleźć i zobaczymy, czy faktycznie się zdecydujemy. Jak zawsze w tego typu zakupach, największe ryzyko polega na tym, że na zdjęciach wygląda dobrze – bo póki co niestety do obu sklepów stacjonarnych tej marki mamy trochę za daleko…

Dzisiaj poniedziałek… gdzie tam jeszcze do weekendu.

No właśnie, poniedziałek dopiero. W dodatku intensywny był. Mimo, że w teorii ledwie trzygodzinny. A jednak, jak zwykle, sporo działo się pomiędzy. Przed, w trakcie, potem też. Biegamy, drukujemy, kserujemy, spinamy (się). Wszystko przez pracę w końcówce terminów. Wszystko przez koniec maja. I koniec czerwca. Znaczy się koniec roku. A potem… wakacje? Hmm, wakacje, albo praca. Cóż, może i tak być. Do tego stopnia, że popuściłem wczoraj nawet wodze fantazji i z ciekawości poszukałem sobie, jakby to wyglądała sprawa zagazowania naszej Fabianki, jakby trzeba było dojeżdżać codziennie ponad 30km w jedną stronę. Ale że to tylko na dwa miesiące w najbardziej ekstremalnej i najbardziej nierzeczywstej wersji – potraktowałem to tylko jako mało realny risercz. Ot tak, z ciekawości. Cóż, ciekawość ta wyniosłaby mnie ładnych kilka tysięcy PLN-ów, więc w razie czego postawię raczej ambicjonalnie na uprawianie mistrzostwa w ecodrivingu (że co? Że ja nie zejdę poniżej sześciu litrów na sto? JA? No to potrzymaj mi kawę z benzynowej stacji i pacz ;P ). Dobrze, dość żarcików.

Przez tą moją wizję pracy, która się gdzieś tam majaczy w oddali, znów stanęły pod znakiem zapytania nasze Mazury. A przecież kiedyś tam planowaliśmy. Znaczy nawet nie kiedyś, tylko rok temu mieliśmy pojechać. Nie wyszło, był za to o wiele krótszy Wrocław. Ech, się mi zebrało na wspomnienia… Aż dobrych kilka chwil zajęło mi poszukanie w czeluściach twardego dysku odpowiedniego zdjęcia…

mazury2008

Tak, tak, to ja właśnie jestem, z naszym pierwszym pojazdem, którego mi wciąż brakuje ;) czyli Renatką. Poczciwe Renault Clio 1 ph3 1.2 16V edycja ’97. Autko, które w chwili przejścia na naszą własność miało dziesięć latek i przebieg 24880 – tak, tak, dwadzieścia cztery tysiące osiemset osiemdziesiąt kilometrów (mam na to zdjęcia i nie zawaham się użyć ;P ). Ech, dawne czasy. Cóż, było fajnie.

Teraz trzeba patrzeć przed siebie. A przede mną jeszcze tydzień. Potem jeszcze tamten. I potem już z górki można się rozpędzać (jak nasza Renatka z Góry Świętej Anny, co do wtedy nam dumnie dobiła do maksymalnej prędkości deklarowanej przez producenta – i miała wtedy ochotę na więcej ;) ) do wakacji. A potem od nowa. W nieznane. Więc póki co ja też idę w (nie)znane, po herbatę i książkę, którą ostatnio czytam – a mianowicie „Miedzianego Jeźdźca” Paulliny Simmons. Ale szczerze mówiąc, to nie wiem, czy przebrnę do końca przez niektóre… fragmenty. Zobaczymy.