A naszym drugim zwierzątkiem będzie…

No bo tak właściwie, to dlaczego by nie rybki? Nasza Panda (czyt. chomik syryjski, który takie a nie inne imię nosi z uwagi na swoje czarno-białe futerko) dzisiaj dostała nowy pakiet trocin, wraz z wymyciem całej wanienki pod klatką. Oczywiście, była zaangażowana cała rodzinka – Mama Sz. w łazience myła części, jakie Panda ma do dyspozycji w klatce (czyli kółko do biegania, drabinka i podest – dzięki temu Panda może sobie zwiedzić pięterko, na którym zresztą ma miskę z jedzeniem ;) ), Szymon odnosił i przynosił części na trasie pokój-łazienka a ja rozkładałem i składałem to wszystko w całość. Oczywiście Panda w tym czasie mniej lub bardziej (na razie bardziej jeszcze…) dręczona była przez Szymona, zamkniętą będąc w o wiele mniejszej, transportowo-przechowywawczej klatce. Potem jeszcze Szymek pomagał mi w dokładaniu nowych trocin do wanienki, rozdrabniając sprasowane na twardego klocka trociny z paczki, aż wreszcie wziął tego naszego małego gryzonia na ręce, by trochę go znów pomęczyć się z nim pobawić i wpakował do klatki. Bo ta nasza Panda to już oswojona jest trochę. A z każdym dniem nawet coraz bardziej.

Panda, jak to Panda, po takiej zmianie, znów musiała trochę pogonić tu i tam, zorientować się, co zostało przesunięte w jej królestwie i na które miejsce, aż w końcu rzuciła się na swój przysmak ulubiony, czyli pałkę oklejoną nasionkami. A potem jeszcze był też kawałek jabłka i plasterek marchewki. Nie ma co, warunki w pełni kompletne ma ta nasza Panda do życia. No Panda jest Pandą, a ostatnio padło u nas pytanie o jeszcze jakieś inne zwierzątko domowe.

Cóż, moja alergia na kocią sierść eliminuje całkowicie i nieodwołalnie tego zwierzaka, którego od jakiegoś czasu bardzo chciałbym mieć… A posiadanie kota który ma futro po złej stronie skóry i kosztuje tyle, co samochód, za jakim patrzyłem w charakterze drugiego pojazdu tylko dla mnie, odpada całkowicie. Więc pomysł padł na… oczywiście chyba podstawowe zwierzątko, jakie prędzej, czy później, a zwykle prędzej trafia pod dachy, czyli rybki. Co prawda, jeszcze nie zdecydowaliśmy na sto procent, ale… Wracając do pierwszego zdania z tego wpisu: bo tak właściwie, dlaczego by nie rybki?

Myślę, że hodowla rybek jest jest jedną z najprostszych do utrzymania, na starcie. Same zwierzątka nie wymagają przecież poświęcenia zbyt dużo czasu ani uwagi – nie trzeba z nimi wychodzić na spacery, nie trzeba głaskać, gdy akurat wpakują się na kolana, nie hałasują w nocy, trzeba tylko dbać, by miały świeżą wodę oraz dobrą karmę. To nie może być trudne. Sam w dzieciństwie przerabiałem kilka razy temat różnych rybek i rzeczywiście nie było to kłopotliwe zwierzątko, a w pewnym sensie nawet można było się w takiego Bojownika zapatrzeć, jak sobie pływał spokojnie tu i tam. I odstresować. Zwłaszcza, że teraz jest o wiele łatwiej nawet „wystartować” od zera. Bardzo łatwo można znaleźć w sklepach z akcesoriami dla zwierzaków najróżniejsze zestawy. Zdjęcie na początku mojego postu pochodzi ze strony
http://www.plantica.pl/
i stanowi świetny przykład „start-packa” dla kogoś, kto chce wystartować z hodowlą rybek. Nie jest zbyt drogi, a do tego poza oczywiście podstawowym wyposażeniem takim jak grzałka, pokrywa z filrem czy termometrem ma „w pakiecie” również poradnik, oraz posiłek ;) dla naszych pierwszych rybek. Można zaczynać? Można ;P.

I nie wiem właśnie, czy to nie jest tak do końca zły pomysł z tymi rybkami. Stałoby sobie takie akwarium na półce, bulgotało pompką, a rybki pływały by sobie gdzieś pomiędzy roślinkami. Ach, no i oczywiście nie mogłoby zabraknąć pirackiego okrętu, z dziurą w burcie, na wpół wgniecionego w wysypane kamyczkami dno. Hmm… Plan mamy, teraz trzeba poczekać na jego realizację ;-).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>