Drugi samochód poszukiwany…

… a po ostatnich wydarzeniach w Polsce będzie to Seicento. Nie ma wszak bezpieczniejszego pojazdu ;-).

No dobra, na poważnie, bez polityki. Odkąd Mama Sz. zmieniła pracę, a tym samym zmieniła nieco godziny pracy (w jeden dzień) oraz nieco bardziej dni pracy (pojawiły się weekendy), do której to zmiany doszły jeszcze dwa projekty, zaczęliśmy się zastanawiać, czy aby naszej rodzince nie przydałby się drugi zestaw czterech kółek. I tak właśnie powoli dochodzę do wniosku, że chyba tak. Jakiś taki właśnie mały, zwinny, tylko dla mnie i Szymona, tylko do jeżdżenia po mieście, w czasie, gdy Mama Sz. jeździła by gdzieś dalej naszą Fabianką.

Tylko jaki samochód (poza tym, że budżetowy) ? Wybór jest przeogromny tak naprawdę, jeśli chodzi o małe samochody, równie szeroki jest wybór pod kątem ceny. Jakiś złoty środek? Hmm, 4000-6000 zł za sztukę, raczej mały pojazd, koniecznie benzyna, może być zza granicy. Przeglądam portale motoryzacyjne od kilku dni.

A może by tak coś kompletnie innego? Właśnie nie mniejsze, tylko większe? I może właśnie diesel? Nigdy nie miałem okazji pojeździć dieslem, więc właściwie dlaczego nie? Tak z ciekawości, jak się jeździ takim pojazdem. A że wciąż uważam, że najlepszym naszym pojazdem był Szczeniak Scenic nasz stary, ukochany, to może również coś w tej „budzie”, czyli van? I tak patrzyłem również pod tym kątem, aż wreszcie usłyszałem gdzieś o samochodach poleasingowych. Na początku podszedłem do tego trochę jak pies do jeża, no bo jak: leasing, to nic innego, jak tylko… wypożyczenie samochodu, nie? Czyli nie dość, że ktoś bierze nowe auto z salonu, to jeszcze w leasingu, czyli nie do końca jest jego. Ale z drugiej strony, takie auta, zwykle brane „na firmę”, są serwisowane w ASO, z rzetelną dokumentacją przebiegów. I tak zastanawiając się nad tym, trafiłem na firmę, która zajmuje się wyłącznie samochodami tego typu, w dodatku tylko samochodami „znad Wisły”. Na stronie firmy – autakrajowe.com.pl – można znaleźć sporo naprawdę fajnych samochodów właśnie pochodzących z firm. I chociaż większość z nich znacznie przekracza na razie nasz budżet, to… nie wiem, czy nie jest to całkiem dobre rozwiązanie. Auto z gwarancją, jasną i pewną historią serwisową dokumentującą przebieg…

A ja pół-żartem pół-serio pokazywałem Mamie Sz. ogłoszenie o sprzedaży Tico, heh ;).

6 myśli nt. „Drugi samochód poszukiwany…

      • Benzyna z gazem odpada na pewno, biorąc pod uwagę to, jakie dystanse dziennie ten pojazd by pokonywał oraz to, jak często – trzy czwarte i tak jeździłby na benzynie.

        A co do firm leasingowych… Wiesz, są firmy i firmy. Takie, które kupują dziesięć czy piętnaście takich samych, budżetowych aut, o które kierowcy w ogóle nie dbają, bo są „wspólne” a więc „niczyje”, a są i takie, gdzie kupuje się droższe, fajne modele, gdzie kierowca przypisany jest „na stałe” i ma prawo jeździć również prywatnie, co automatycznie sprawia, że o wiele bardziej dba o auto.

        • Nie rozumiem, co masz do „gazu” – my też sporo jeździmy; jakbyśmy opierali się na benzynie, zbankrutowalibyśmy. Wiele osób przekonało się do gazu, dopiero jak sami zaczęli używać tego paliwa. Co do aut poleasingowych – wierz mi, wiem, co piszę. Kuzyn ma do czynienia z takimi – jest mechanikiem. Tu właściwie nie ma wyjątków. W firmach to często auta służbowe – użytkownik nie zgłasza, kiedy coś zaczyna stukać, a na kokpicie świeci mu się cała choinka sugerująca, że coś jest nie tak. albo załatw sobie dobrego mechanika, z którym pojedziesz oglądać takie auto, żeby później nie żałować. A po drugie – droższe, nie znaczy lepsze. To błędne przekonanie dotyczące wszelakiego sprzętu, ubrań itd…Im auto powstało bliżej dnia dzisiejszego, tym więcej w nim elektroniki. Czasem samo podpięcie takiego auta pod komputer, żeby zobaczyć błędy zmusza do potężnego wyskoczenia z kasy

          • A to się zgadza, generalnie w charakterze drugiego mam podejście że im mniej elektroniki tym lepiej, bo „nie ma się co psuć”. A co do „poleasingówek”, myślę, że wszędzie można znaleźć tak zwaną „perełkę”, jeśli tylko ma się dość czasu – a my jak na razie właśnie mamy. No i odpowiedź na temat gazu – już nasza Fabianka od dawna miałaby instalację LPG, gdyby tylko wg. mnie miało to większy sens. Niestety, jak na razie przebiegi między zapaleniem i zgaszeniem silnika typu dom-praca-dom to po kilka kilometrów. Zimą pewnie nawet nie zdążyłaby się „przełączyć” na gaz. Ale nie neguję tego, że gdy tylko zmienimy miejsce zamieszkania albo pracy i zwiększą się dystanse – LPG na pewno będzie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>