Do domu, książki i kawy.

Dwa piętra w dół. No, dwa i pół, jeśliby liczyć zejście z wysokiego parteru do drzwi. Szybkim truchtem, w moich glanach na trzy dziurki, z których każdy waży około 750 gram (pamiętam wagę paczki, gdy odbierałem przesyłkę), potem do zastępczego auta w postaci Fabii 1.0 60KM i do domu. Wpadnę do salonu, wezmę do ręki książkę, do uszu włożę bezprzewodowe słuchawki i zapadnę się w całkowitym niebycie, ograniczając się do tego, co mam w uszach i przed oczami.

Tja, chciałbym. Jeszcze nie teraz, jeszcze nie. Dopiero za niedługo. Na razie jeszcze nasz salon zastawiony jest pudłami, w których czeka wszystko na meble. A słuchawki bezprzewodowe leżą gdzieś na półce jakiegoś sklepu, nie dość, że nie kupione, to nawet nie wybrane… Właśnie – czy ktoś z Was ma sprawdzony model słuchawek? Ja zaliczyłem już co najmniej kilka różnych modeli i egzemplarzy i dosłownie wszystkie co do jednych nie trzymały mi się w uszach, uparcie wypadając przy najmniejszym ruchu. Z zausznikami, bez, sportowe, niesportowe, zwykłe i niezwykłe. Normalnie wszystkie. Od wyjątkowo budżetowych, które kosztowały kilkanaście złotych, po droższe, markowe modele.

Ale za to wiem doskonale, w czym się zapadnę. No, to znaczy napisałem – w muzyce oraz w książce. Tak, jasne. Będzie również kawa, w moim termokubku służącym jako niezły kompres (w sensie, że świetnie nagrzewa się od napoju i oddaje ciepło na zewnątrz – czy tak mają działać termokubki…?), zrobiona dla mnie przez Mamę Sz. (bo Mama Sz. robi świetną kawę, którą uwielbiam, mi nigdy się nie udało zrobić tak dobrej ;-).

W każdym razie… zapadnę się w… worku. Tak, dobrze napisałem. W worku. Od jakiegoś czasu (to znaczy w sumie od czasu naszej przeprowadzki, gdy zaczęliśmy chodzić po sklepach meblowych…) spodobały mi się worki. A że nasz salon ma teraz o wiele słuszniejsze rozmiary, niż poprzedni… No bo sami popatrzcie:

Czy taki worek nie jest świetny? Można się na nim wyłożyć na setki tysięcy sposobów, tak, by było w stu procentach wygodnie i przyjemnie. Worek ze zdjęcia wyszperałem na stronie:
http://zeusmeble.pl/
. Oczywiście, w razie czego, interesuje mnie tylko ten największy worek. Można się w czymś takim całkowicie odstresować. I właśnie poczytać książkę, posłuchać muzyki lub wypić kawę. Albo po prostu zwinąć się w kłębek i udawać, że wcale nas tu nie ma. Hmm… Bo czasem człowiek musi tak na maksa się oderwać i odstresować, prawda?

Weekend, weekend, po weekendzie…

Weekend. No, w zasadzie już prawie po weekendzie. Kończy się. Niedziela po południem, mam czas, żeby usiąść na chwilkę tutaj i coś napisać. Tym bardziej, że od dawna mnie tutaj nie było. A wydarzyło się przecież tak dużo. Albo i niedużo, zależy, jak spojrzeć ;-).

Po ostatnim przeziębiu z początku miesiąca pozostał mi tylko uparty ból ucha. Czy to jakieś zapalenie? Tak czy inaczej, po bardziej zaawansowane wsparcie medyczne niż dostępne bz rcepty udam się chyba w przyszłym tygodniu. Zwłaszcza, że przecież winter is comming… Dzisiaj spadł pierwszy śnieg. Co prawda padał ów śnieg przez… pięć minut może? Nie pozostawił po sobie również żadnych, najmniejszych śladów poza mokrością na wszelkich powierzchniach, na które opadły małe, wirujące płatki, jednak mimo wszystko… śnieg to śnieg, prawda? Więc punkt „pierwszy poważny opad śniegu” zaliczony. Teraz czekam na pierwszy komunikat „zima zaskoczyła drogowców”, hehe.

A my wciąż czekamy na zamówione meble. Co prawda, w zasadzie moglibyśmy je mieć jakieś… dwa tygodnie temu chyba, ale z nieco innymi warunkami – jedna z szafek miałaby zostać dostarczona w stanie złożonym. Hmm… Nie, dziękuję. Jeżeli szafka byłaby już zożona, to dla mnie było jasne, że chyba jest powystawowa. Jakoś nie lubię akurat w kwestii mebli rzeczy powystawowych. Poza tym wydaje mi się, że chociaż teraz mamy tylko wysoki parter, to jednak i tak zawsze łatwiej i bezpieczniej dla mebli wnosić je do mieszkania zapakowane w kartonach, niż w pełnych wymiarach. Nawet jeżeli gdzieś się coś przytrze albo oprze, tudzież uderzy, to jednak mebelek zabezpieczony jest warstwą kartonu i czasem jeszcze uspokajającej (wszyscy przecież uwielbiamy to charaktersytyczne „klikanie” ;P ) folii bąbelkowej, prawda? A co do samych mebli – wciąż jeszcze szukamy łóżka dla Szymona. Ale to zostawiliśmy sobie na koniec. Na razie w jego pokoju stoi sobie kanapa, która docelowo będzie w dużym pokoju gdy tam znajdą się meble. A łóżko dla niego? Fajne, bajeranckie, mniej dziecięce i bardziej nastolatkowe… Więc się rozglądamy. Na razie jednak tylko internetowo. I na stronie dreamsdesign.pl znaleźliśmy kilka ciekawych propozycji. Być może wybierzemy coś stamtąd, a być może tylko się zasugerujemy. Zresztą, tak naprawdę Szymek jest już na tyle duży, że chcemy, by w dużym stopniu uczestniczył w procesie wyboru łóżka – w końcu to dla niego, prawda?

Ach, no i wreszcie nasza Fabianka dostała się do serwisu. Z uwagi na uszkodzenie drzwi kierowcy i pasażera (niewielkie, bo chodziło tylko o przerysowanie i wgniecenie…) siedzi teraz w centrum likwidacji szkód ASO a my… jeździmy sobie nowiuśką Fabią 3 w kolorze „biała perła” (no dobra, jest po prostu biała ;P ). Oczywiście, samochód zastępczy, jaki otrzymaliśmy, jest o wiele lepiej wyposażony, więc… mam nadzieję, że nasz pojazd będzie naprawiany jak najdłużej, haha. Na szczęście jest również jeden minus tej „nowej” – silnik 1.0 z turbiną i mocą 60KM może i po mieście „daje radę”, ale w trasie… nasza Fabianka ze „zwykłym”, benzynowym 1.4 i 86KM zachowuje się o wiele lepiej. Oczywiście, coś za coś i z punktu widzenia ekonomii leżymy na plecach i „Żebrząc wciąż o benzynę” dolewamy częściej ;-). Ale redukcja z pięć na cztery albo z cztery na trzy nie daje takich efektów, jak wciśnięcie gazu do oporu w tym małym, „uturbionym” silniczku. Cóż. Wszystko zawsze ma swoje plusy i minusy ;).